DOM PANI PODKOMORZYNY
Wśród rozległej równiny, którą gaje brzóz i sosen zamykały W oddaleniu, wznosił się stary wysoki dom drewniany otoczony obszernym sadem i zabudowaniami gospodarskimi. Do niego wiodła droga wysadzana starymi lipami, wśród których bielała kaplica św. Jana Nepomucena u źródła. Dziedziniec był obszerny i przerżnięty kilkakroć ścieżkami wydeptanymi od kuchni do tak zwanego pałacu, do oficyn i stajen.
Stary dom, który tak pompatycznie5 pałacem nazywała czeladź i chłopi, była to budowa wysoka, z wyniosłym dachem nastrzępionym kominami, z oknami wielkimi, z gankiem wspartym na czterech drewnianych kolumnach. Z jednej strony czyściejsze szyby w oknach, bielejące zza nich firanki i gdzieniegdzie przeglądające wazony z kwiatami dowodziły, że to była strona pańska, pokoje bawialne; z drugiej mniejsze i w części potłuczone szyby pozasła-niane bielizną rozwieszoną i pozaklejane papierem tłumaczyły, że tu były izby kobiet służących i czeladzi dworskiej.
Przed domem siadła grzęda kwiatów pożółkłych otoczona splecionym z gałęzi brzozowych koszem. Stara jedynaczka topola wznosiła się jeszcze pod oknami, z jednej strony już uschła i niedaleka losu swoich sióstr, których tylko pnie suche w tej samej linii pod oknami sterczały. Na ganku stary mops posiwiały na usługach domu siedział poważnie i patrzał w lipową aleję. Koło stajen przy wyciągniętej starej karecie pracowało kilku ludzi.
Pod oficyną prano bieliznę, a pod kuchnią rozmawiało kilku ludzi dworskich.
Cicho było i poważnie wokoło tego domu, którego staroświecka fizjonomia i stare otaczające go drzewa dowodziły w mieszkańcach spokojnego gustu i przywiązania do tej siedziby. Wszystko co się działo dokoła, miało pozór rzeczy zwyczajnych, koniecznych, odbywających się nałogowie6. Każdy z ludzi był na swoim miejscu, przy swoim zatrudnieniu: mops nawet używał świeżego powietrza z przekonania o potrzebie i z nałogu, nie z żadnej przypadkowej fantazji; była to jego gankowa godzina.
Wszedłszy wewnątrz domu dawała się czuć ta sama spokojność, ten sam odwieczny porządek: każdy przedmiot godził się z drugim, jakby z niego wyniknął i z nim razem był stworzony; nie było nic nowego i nic uderzającego, nic dodanego. W sieniach świecące od wycierania ławy i skrzynie, stary zegar z kukawką gdakający bez ustanku, na ścianach zapylone wieńce kilkuletnich dożynek. U drzwi wiodących do sali na lewo leżała słomianka do otarcia nóg. W oknie śpiewały w klatce kanarki.
W sali znowu ten sam porządek odwieczny. Przez całą jej długość leżało płótno zabezpieczające starą, niegdyś woskowaną, posadzkę od szwanku. Na niebiesko malowanej ścianie wisiało zwierciadło w ramach drewnianych z brązami i dwa portrety; mężczyzny w peruce i
pompatycznie (z łac.) - wystawnie; tu: górnolotnie, przesadnie nałogowie - nałogowo