7 8
kobiety z różą w ręku, z muszkami , w rogówce . Pod nimi stała kanapa obciągnięta nawlecz-ką i widocznie w niektórych miejscach wysiedziana; przed nią uporządkowane dokoła stolika krzesła w pokrowcach także, które tylko od święta zdejmowano.
Na kominie był osadzisty zegar niegdyś brązowany, a dziś do niepoznania sczerniały, ozdobny w kwiaty, zwierzęta, wiszące medaliony itp. Obok niego porcelanowe figurki pasterek i pasterzy arkadyjskich stały i siedziały otoczone skamieniałościami: gruszkami, kamieniami, ślimakami i konchy9 zamorskimi. Ekran stary i wypłowiały zasłaniał kominek, którego strzegły w zupełnym komplecie wyprostowane stojąc: mieszek, łopatka, szczypce i kruczek10. Przy ścianach stały w największym porządku krzesełka, gdzieniegdzie stolik od roboty okryty suknem. Okna Otaczały firanki haftowane dość zżółkłe, ale starannie zawieszone. Boczne ściany okrywały sztychy za szkłem i emblematyczne cyfry z wieńcami: pamiątki imienin, ślubów i dni wesołych. Nikt zwykle w sali nie siedział, był to pokój dla gości i dopiero za nim w gabineciku niemniej porządnym mogłeś znaleźć panią domu, zacną wdowę, jaśnie wielmożną Dorotę z Dylągowskich Sumińską.
Niemłoda to już była osoba i do młodości już nawet wszelkie straciła pretensje, nie mając je czym usprawiedliwić. Na wygodnym krześle rozparta, umieściwszy nogi na stołeczku, w okularach, zacna matrona spoglądając na dwoje piesków u nóg jej na poduszkach spoczywających ciągnęła kabałę z miną tak poważną, tak zajętą, jak gdyby pisała najważniejsze dzieło albo liczyła odległość ziemi od słońca. Przy niej leżał sznureczek od związywania kart i futerał od okularów; dalej nieco stał dzwonek staruszek i szklanka wody z cukrem przykryta spodkiem od filiżanki.
W oknie siedziała druga osoba, jejmość panna Anna, siostrzenica pani Doroty zajęta pończoszką, a niekiedy spoglądająca ukradkiem w długą lipową aleję. Nic nie przerywało milczenia prócz jednostajnego faworytów piesków chrapania, które jak chód regularny zegaru odzywało się.
Pani Dorota była już wcale niemłodą, ale przez regularne życie potrafiła się zachować w pozorach średniego wieku. Sucha, wyprostowana, poważna, z oczyma szarymi, z włosem siwym, ale pokrytym czapeczką i lokami, całe tak swoje życie ze wszelką przyzwoitością i w największym przepędziła porządku. Z nieboszczykiem mężem w zgodzie i błogosławieństwie Bożym przeżywszy lat dwadzieścia kilka, bezdzietna, już lat kilkanaście nosiła czepiec wdowi i, jak prawej przystało niewieście, pobożna, miłosierna, oszczędna, gderliwa, kończyła życie kabałą i pieskami. U pani Doroty najznamienitszą figurą w domu był ten zegar w sieniach, który rozporządzał dniem i wyrokował, kiedy trzeba było spać, jeść, chodzić, wstawać itp. Wszystko działo się według jego rozkazów, słudzy bali go się może więcej niż samej pani; sama jejmość słuchała go z pokorą, dając pierwsza dobry przykład nieograniczonego posłuszeństwa. Gdyby kiedy staremu zegarowi przyszła była ochota stanąć, cały dom byłby stanął i nie wiedział co począć; szczęściem panujący ten starzec, mimo podeszłego wieku, nie groził jeszcze bezkrólewiem, a co rok zegarmistrz z bliskiego miasteczka zaglądał wewnątrz badając pilnie stan jego zdrowia, który zwykle przeczyszczeniem się kontentował.
Panna Anna siostrzenica pani domu było to młodziuchne i miłe stworzenie. Miała ledwie lat szesnaście, gdy ją przysposobiła ciotka i osadziła przy sobie. Blondynka, niebieskooka, średniego wzrostu, wysmukła i zręczna, chociaż nie była cudem piękności tak jednak harmonijnie wszystko w niej się z sobą godziło i odpowiadało sobie, iż na pierwszy rzut oka każdego musiała ściągnąć uwagę. Na jej twarzy panował wyraz nieprzebranej słodyczy, śmiały się
muszla (z franc.) - tu: okrągły plasterek przylepiony na twarzy według mody staroświec-
kie8j
8 rogówka -trójkątna chustka na głowę
9 koncha - muszla
10 kruczek (starop.) - haczyk, pogrzebacz