usta, uśmiechały oczy, jednak nie tym szyderskim uśmiechem zalotnictwa lub szyderstwa, które widujem w oczach kobiet zepsutych lub do zepsucia skłonnych, lecz łagodnością chrześcijańską. Zdawało się patrząc na nią, że się nigdy gniewać nie mogła, nigdy zniecierpliwić; wyglądała jak anioł przebaczenia i cierpliwości.
Toteż pani Dorota bardzo kochała siostrzenicę i głośno się z tym odzywała, że jej wszystko zapisze, co miała z siebie i z zapisów nieboszczyka męża. Niemało to młodzież okoliczną nęciło ale na nieszczęście panna Anna nie śmiała za nikim się odezwać a ciotka nikogo jeszcze godnym jej nie osądziła. Czy spieszno było młodej dziewczynie wyjść za mąż? tego nie wiem. To pewna, że czasem spoglądała niespokojnie w okno, zamyślała się nad robotą, szukała rozrywki pielęgnując kwiatki, nie sypiała w nocy i modliła się gorąco; jednakże gdy zalotnicy przyjeżdżali, przyjmowała ich tak zimno, poważnie, obojętnie, że każdy z nich odjeżdżał zrażony.
Ciotka też ze wszelką przyzwoitością i wedle wszystkich reguł przyjmowała ich i żadnego jeszcze nie dopuściła do oświadczenia się. Większa część młodych sąsiadów już nawet znudziwszy się porzuciła była pannę Annę uważając ją za niezdobytą fortecę.
Tak się miały rzeczy w chwili, kiedy się ta historia zaczyna. Wybiła czwarta na zegarze w sieniach, skrzypły drzwi od sali, dał się słyszeć chód powolny - i łysy, siwy, wysoki, chudy Jan. stary sługa domu w szaraczkowej kurtce, palonych butach, z chustką od nosa i tabakierką wyglądającą z kieszeni wszedł, jak zwykł był wchodzić od lat dwudziestu: z tacą, na której była kawa i sucharki. Postawiwszy ją na stoliku przed panią cofnął się ku drzwiom i stanął pod progiem zażywając tabakę.
W tej chwili pani Dorota zawiązała sznurkiem karty, zdjęła z nosa i schowała w futerał okulary, przysunęła tacę i zaczęła nalewać kawę. Pieski przywykłe zbudziły się słysząc dźwięk garnuszka i filiżanki, a Jan założywszy w tył ręce, stał w milczeniu.
- Chłodno na dworze, Janie? - zapytała pani, bo zwykła go była pytać zawsze o toż samo od lat dwudziestu.
- Chłodno, pani, ale pogodnie.
- A co się tam dzieje z kanarkami?
- Zdrowe, pani, tylko się trochę samce poczubiły.
- Aniela nigdy dobrze nie dopilnuje śmietanki, oto węgla pływają po niej.
Jan zamilkł, bo nie śmiał ani wymawiać ukochanej Anieli, ani sprzeciwiać się pani.
- Panno Anno, rozlej pieskom śmietankę.
Posłuszna porzuciła robotę i poszła pieskom służyć, w czym Jan pospieszył jej dopomóc. W nagrodę dostała panna Anna sucharek, który, pocałowawszy ciotkę w rękę, położyła na oknie. Następnie Jan zabrał tacę i mierzonym krokiem wyszedł zamykając pilnie drzwi za sobą. Tu zaszła zmiana dekoracji. Pani Dorota kazawszy sobie podać książkę do nabożeństwa wzięła się do pacierzy, a panna Anna wyszła do sali bawić pieski ciocine.
Jeszcze zegar nie uderzył był wpół do piątej, gdy w ulicy lipowej ukazał się powóz prosto dążący do dworu. Postrzegła go panna Anna i pobiegła uwiadomić ciotkę. Natychmiast pani Dorota wyszła do sali i usiadła za stolikiem, a siostrzenicę wyprawiła, aby przygotowano herbatę.
Tymczasem coraz się zbliżał powóz stuknął o próg we wrotach i z turkotem zajechał przed ganek. Pani Dorota podniosła się nieco dla zobaczenia, kto przyjechał, ale rozpoznać nie mogła.
W sieniach dały się słyszeć głosy, chrząkania, szeptania, wreszcie zakręcono klamką i otyły, rumiany pan sędzia Buczkowski wszedł ze wszelką przyzwoitością i uszanowaniem cisnąć się do ucałowania ręki gospodyni, która na widok jego powstała i niby się uśmiechnęła.
Za nim wszedł młody człowiek i (to niemało zmieszało panią Dorotę) bardzo świeżo i przyzwoicie ubrany, mogący mieć lat około trzydziestu, rumiany, wesołej twarzy, oczu błysz-