Całe życie biedna

Interesujace książki na zimę i lato

czących, ledwie poczynający odrobinę łysieć, zbudowany jak Bóg przykazał, przy tym ciem-noblondyn. Ubranie jego okazywało człowieka dobrego towarzystwa i wcale nie wieśniaka; toż potwierdzał lekki trochę szyderski uśmiech ust i jakaś mina, po której łatwo poznać nad-psutego swobodą kawalerskiego życia człowieka.

Pan sędzia, otyły i dawniej zalotny a miły człowiek (taka była o nim przynajmniej tradycja w sąsiedztwie), z rewerencją11 przystąpiwszy do ręki pani Doroty przedstawił jej młodego człowieka jako swojego krewnego, pana Mateusza Wideckiego, niedawno osiadłego w tych stronach, który spieszył ze złożeniem swego uszanowania pani podkomorzynie dobrodziejce.

Naszastawszy mocno, nogami na znak uszanowania przybyli usiedli na wskazanych krzesełkach i uroczyste rozpoczęło się milczenie.

Pani Dorota szukała w głowie od czego zwykła była rozmowę z przybywającymi zaczynać, pan sędzia patrzał po ścianach i uderzał palcami po kolanie, pan Mateusz oglądał się z miną człowieka, który bada ducha domu. Gdy wszyscy milczą jeszcze, przez drzwi od bocznego pokoju weszła z rumieńcem na twarzy panna Anna. Goście powstali, ukłony, przywitanie i znowu milczenie. Pan Mateusz tylko poglądał już nie po ścianach, ale najpilniej, jak być może, wlepił oczy w pannę Annę.

Gdy się to dzieje, pani Dorota odchrząknęła i zaczęła rozmowę

- Pan sędzia już zapewne ukończył siejbę?

- O! nie jeszcze - odpowiedział zapytany - jeszcze mam kilkadziesiąt korcy żyta do posiania.

- A jakże tegoroczne wydaje?

- Ledwie po korcu kopa; bardzo źle, będzie drożyzna. Żydzi już się zaczynają dowiadywać o żyto. Pani dobrodziejka ma podobno kilkoletnie?

- Tak jest, z trzech lat.

Tu uznał potrzebnym wtrącić się w rozmowę pan Mateusz.

- Jest to bardzo dobra rachuba - rzekł - nie przedawać w tanie czasy.

- Oczywiście! - dodali pani podkomorzyna i pan sędzia. Po czym znowu nastąpiło milczenie.

Jan przybrany w surdut nowiuteńki, w którym wyglądał jak w worku, wniósł talerz jabłek; następnie podano herbatę. Rozmowa zwolna i ze wszelka przyzwoitością toczyła się, jak to pospolicie na wsi bywa, o cenach zboża itp.

Pani Dorota, zawsze w każdym młodym człowieku domyślająca się konkurenta do panny Anny, spód oka mierzyła pana Mateusza i w duchu osądziła go bardzo przyzwoitym człowiekiem.

Lecz dziwne wrażenie zrobił on na Annie. Ona, co przywykła była z jednaką obojętnością spoglądać na wszystkich, kiedy weszła do pokoju i spojrzała na niego, uczuła jakiś dreszcz przechodzący po ciele i drżeć poczęła sama nie wiedząc czego. Serce jej bilo gwałtownie, nie śmiała spojrzeć, obrócić się, ruszyć, bała się ust otworzyć. Kto inny byłby to wziął za przeczucie, lecz ona nawet się nad tym nie zastanowiła, co to było; tak bowiem przejęta była posłuszeństwem, że nie czuła w sobie woli, nie przypuszczała przeczucia.

W prostocie ducha zdawało jej się, że ciotka powinna była czuć i myśleć za nią, że to do niej wcale nie należało. Znając przy tym panią Dorotę wiedziała, że jej nie wolno mieć swojej woli i myśli; bo jak zegar kierował całym domem, tak wola pani rządziła wszystkim, co ją otaczało, aż do najdrobniejszych czynności. Przytłumiła więc bicie swego serca, niespokoj-ność i, usiłując zapomnieć o gościu, który ją takim strachem nabawił, wzięła się do robienia herbaty. Wtem, gdy ją zalewa starannie, słyszy, że ktoś wstaje, idzie, zbliża się i w końcu ujrzała młodego gościa przy sobie. Zupełnie już wtedy nie wiedziała co począć, w uszach jej zaszumiało, w głowie się przewracało, w oczach ćmiło, a ciotka z niesłychanym także zdu-

rewerencja (z łac.) - szacunek

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Książki pełnią bardzo ważną rolę w naszym życiu i niczym nie mozna ich zastąpić. Sprawiają, że się rozwijamy. Dążymy do tego by być coraz lepszymi. Powiększają naszą wiedzę dodatkowo rozwijając nasz mózg. Powiększają pamięć.