mieniem i nieukontentowaniem spojrzała na kawalera, który tak nieprzyzwoicie, przy pierwszej bytności, ośmielał się zbliżyć do panny Anny.
Nic tego nie zważał pan Mateusz i śmiało ofiarował swoją pomoc Annie do robienia herbaty. Zaledwie biedna zebrała się na niewyraźną odpowiedź:
- Bardzo dziękuję, ja tak jestem przywykła... Uparty gość nic na to nie zważając koniecznie obstawał przy zaczęciu rozmowy z Anną.
- Pani zapewne lubi kwiaty?
- Tak, tak jest - niewyraźnie odpowiedziała.
- Musi to być piękny ogród.
- Tak, piękny ogród.
Znowu się urwało. Biedna Anna rzucała okiem na ciotkę, której szare oko wytrzeszczone i usta zaciśnięte grozić jej się zdawały i bronić nieprzyzwoitej z kawalerem rozmowy. Nareszcie po kilku próbach przekonawszy się pan Mateusz, że z tego nic nie będzie, usiadł i zamilkł.
Podano herbatę; pan sędzia głośno gadał, panna Anna siadła z daleka pomięszana, pan Mateusz już po ścianach tylko patrzał, ciotka okazywała najtrafniejszy humor. Gdy Jan wyniósł tacę, goście zaczęli spoglądać na zegarki, powoli włożyli rękawiczki, pożegnali się i odjechali.
Zaledwie zahuczało, pani Dorota ruszając ramionami powstała z kanapy, rozkazała stoły pościerać, pozwoływała rozpierzchnione pieski i odezwała się:
12
- Ależ to jakiś jegomość impertynent ! Tak zaraz obcesowo sobie do panienki się przysiada. Bardzoś Wpanna dobrze uczyniła. żeś mu nie odpowiadała.
- Ja, ciociu, odpowiadałam - rzekła Anna.
- A to bardzo źle, nieprzyzwoicie; trzeba było udawać, że się nie słyszy. Któż to widział kiedy, z pierwszą wizytą i zaraz do panny w konwersacje! Proszę, żebyś mi wpanna drugi raz to pamiętała: udawać, że się nie słyszy. To wcale nie uchodzi, żeby młoda panienka gadała z kawalerami. Powiedz, aspanna, niech Jan tu pościera; podaj mi mój różaniec. Idź precz Amor! Idź precz! Jaki impertynent! A, bo i ten sędzia; po co go tu było przywozić? Na poduszkę Żolka, na poduszkę! W Imię Ojca i Syna i - idź aspanna do ogrodu, a okryj się ciepło; niechaj Aniela przyjdzie z pończochą do przedpokoju! W Imię Ojca i - a nie pójdziesz precz z krzesła! Weź aspanna chustkę od nosa i trzewiki ciepłe! A która tam godzina? po szóstej, późno! Dajże aspanna pokój, już nie chodź do ogrodu, bo rosa pada.
II
ANNA
Taką jednak, jakośmy ją odmalowali powierzchownie, nic przez się nie znaczącą istotą nie była panna Anna. Pokryte tą suknią pokory, łagodności, posłuszeństwa, biło w niej pełne czucia serce, a w głowie roiły się myśli, których by zacna ciotka nigdy była nie zrozumiała, gdyby nieostrożna siostrzenica wydać się chciała z nimi. Była to kobieta pełna czucia, rozumu, przygotowana i uzbrojona do życia, lecz reguły przyzwoitości i zupełne zdziecinnienie ciotki nie dozwalały jej się z tym okazywać.
Toteż Anna zdawała się na pozór nic nie znaczącą istotą, choć była wcale niepospolitą kobietą. Wszystko w niej tłumiła ta niewola, w której karby brała otaczających ją pani Dorota
impertynent (z franc.) - zuchwalec, grubianin