kawę do pokoju pani, o samym południu dzwoniono na obiad, o czwartej podawano poobiednią kawę, o wpół do ósmej zastawiano wieczerzę, o dziesiątej wszyscy spać się kładli, a światła gaszono. Nadzwyczajnej potrzeba było jakiejś okoliczności, żeby ten porządek złamała. Wielkie tylko święta wilia Bożego Narodzenia, Wielki Czwartek, Wielkanocne dni zmieniały porę obiadu i wieczerzy.
W domu pani Doroty były reguły na wszystko: wyznaczono kiedy zacząć się miało opalanie pokojów, kiedy kończyć, zresztą czy potem było zimno czy gorąco, to panią bynajmniej nie obchodziło. Wszystko w tym sposobie. Słudzy mieli najściślejsze przepisy, do których stosować się byli obowiązani, w stroju, jadle, napoju, robotach nic ich nie wymawiało. Męczennicy to byli skazani za grzechy jak Anna i, gdyby wolno wierzyć, że dusze zsyłane są nazad w ten świat za karę (jak Żydzi utrzymują na przykład), rozumiałbym, że dom pani Doroty obmyśliła dla tych dusz nieszczęśliwych wola przeznaczenia.
Miarkujcie, co mogła cierpieć kobieta z czuciem i do współczucia przywykła przeniesiona w ten świat machin?
III
PAN MATEUSZ I PAN SĘDZIA
Gdy pan sędzia z panem Mateuszem siedli do powozu i ujrzeli się już w lipowej ulicy, starszy odwrócił się do sąsiada i zapytał:
- A cóż, panie Mateuszu?
- A cóż, panie sędzio? - odpowiedział szydersko zapytany - to klasztor!
-W istocie -rzekł sędzia - jest niejakie podobieństwo domu pani podkomorzyny z klasztorem; ale pięknaż w nim siedzi zakonniczka!
- Ha! zapewne niebrzydka - wybąknął zapalając fajkę Mateusz - ale diable milcząca i sztywna.
- Mówiłeś mi jednak - przerwał znowu Mateusz - że się przy niej nie wychowała, że rodzice jej byli bogaci i starali się dać jej świetną edukację?
- Tak było w istocie, ale młoda dziewczyna, przykuta od lat kilku do ciotki, rada nie rada wszystkiego przy niej zapomnieć musiała.
- Srogaż bo to ciocia.
- Surowa jak stary nauczyciel, a regularna jak jej zegar ulubiony, ale w gruncie niezła kobieta, pełna tylko starych przesądów.
- Uważałem, że nie bardzo na mnie miłym okiem patrzała.
- Nie ma ona innych oczu dla swoich faworytów; na każdego jednakowo patrzy.
- Rozumieszże, panie sędzio, iżbym mógł znaleźć u niej łaskę?
- Dlaczegóż nie, panie Mateuszu; jesteś młody, przystojny, będziesz bywał, postarasz się przypodobać, nie jesteś ubogi. Czemuż nie?
- A panna?
- O pannę nie ma co się wcale starać, wszystko zależy od ciotki: gdy ona zezwoli, panna -twoja.
- Jednakże...
- Nie ma j e d n a k ż e, ciotka cię zaprezentuje jako przyszłego męża, a panna i słówka nie powie. Mówią, że to jest anioł dobroci i posłuszeństwa, i w istocie dobrą będzie żoną, kto potrafił wyżyć z taką ciotunią. - Ha! ależ to trudne, panie sędzio! trudne do pojęcia.