- Wiedząc ja o zachowaniu pana dobrodzieja w domu pani podkomorzyny, chciałbym dla pana Mateusza zaskarbić sobie dobre jego słowo i wyrozumieć przezeń, czyli to do skutku przyjść może?
Tu i pan Mateusz zbliżył się, zaczęto ściskać się, pan Bałabanowicz mruczał i kłaniał się niziuchno obiecując wszystko a wszystko.
- A jakże, jakże - wołał oblężony komisarz - ja wszystko, co tylko ode mnie zleży, uczynię! Ale bardzo chętnie! z całego serca! Bardzo bym się ucieszył! Samo z siebie! Nieskończenie mi będzie przyjemnie, jeśli w czym użytecznym być potrafię.
- Niech pan będzie pewien mojej wdzięczności - rzekł w końcu Mateusz - przy pierwszym widzeniu uczułem taki szacunek dla pani podkomorzyny i dla panny Anny, że nie kryję się z tym, jakbym sobie życzył, żeby projekt pana sędziego przyszedł do skutku. Wiem ja, że; pan dobrodziej masz w tym domu zaufanie: chciej że tam przy okoliczności słówko za mną powiedzieć.
A pan Bałabanowicz ciągle stojąc na trzęsących się nogach i poprawując peruki, którą zsuwał prawie na oczy odkrywając z tyłu łysinę, powtarzał:
- Z całego serca! panie dobrodzieju! z całej duszy! Niech pan dobrodziej będzie pewien! Nie omieszkam! Samo z siebie! Za tak zacnym obywatelem! Samo z siebie.
Nareszcie wynurzywszy się posiadali. Bałabanowicz, był tęgo podpiły, jak się pokazywało z oczu, które nabrawszy niezwyczajnego blasku, jeszcze się zdawały zmniejszać co chwila i już tylko jak dwie drobniutkie gwiazdy na niebiosach na czerwonej twarzy jaśniały.
Powoli sędzia zaczął zwracać rozmowę na konie.
- A już kto znawca i amator, to pan Bałabanowicz! - rzekł. W całym sąsiedztwie nie ma takiego konesera25.
- Łaska to pańska! - odrzekł uśmiechając się napiły. - At! człek się to niby zna i lubi.
- Któż by znów koni nie lubił! - rzekł pan Mateusz. - Ja zawsze z upodobaniem zatrudniałem się nimi! mam nawet stadko, mogę powiedzieć, niebrzydkie.
- Pan dobrodziej ma stado? - zapytał oblizując się Bałabanowicz.
- A jeśli pan ciekawy, każę wpędzić na dziedziniec; od takiego znawcy dobrze posłyszeć zdanie, co też powiesz o moich konikach.
- Ale to subiekcja26!
- Nic, nic! konie tu są blisko, każę zaraz przypędzić. Hej! jest tam który? Słyszysz, przypędzić tu stado przed ganek.
- Zaraz, panie!
W kilka chwil zatętniał dziedziniec i żwawe stado pokazało się przed oknami. Wyszli wszyscy na ganek. Bałabanowicz swoim nieznacznym spojrzeniem spode łba wnet przebiegł hasające konie, policzył, rozpoznał i zaczął chwalić.
- Ten konik - rzekł - dobrej rasy!
- Po tureckim ogierze!
- O! to zaraz znać z grzywy, ogona i ze składu całego! Ta klacz także piękna! a czy młoda?
- Trzy w czwartym.
- Ona jeszcze się złoży i zgrubieje!
- A zapewne.
Nareszcie wybryknął przed gankiem tęgi koń gniady.
- A to silny i piękny koń! - zawołał Bałabanowicz. - Co za pierś! Chodzi on już w zaprzęgu?
koneser (z franc.) - znawca subiekcja (z franc.) - trud, kłopot