27 28
- Zaprzęgany na biczowych , otargany trochę! - odpowiedział pan Mateusz misternie. Czy mi się zdaje, czym podobną do niego trójkę widział u pana?
- U mnie? - zdziwiony rzekł skąpiec - a gdzież?
- Przechodziły gdzieś konie pańskie, w drodze...
- Być może, w istocie mam podobne.
- Tylko trzy?
- Trzy, tak jest, trzy.
- WPan dobrodziej naturalnie potrzebujesz czwartego, będziesz je zapewne czwórką prze-dawał.
Bałabanowicz zląkł się, żeby mu po pijanemu nie kazano konia kupować i ponuro odpowiedział:
-Nie, nie, ja niekoniecznie potrzebuję! mam nawet Upatrzonego podobnego!
- Ale mi się zdaje, że ten przyjdzie do trójki?
- To jest- tak - zapewne! Być może! - tylko...
- Bardzo bym rad, żeby mu się podobał, mógłbym mu go ofiarować!
Na te słowa osłupiał Bałabanowicz, nigdy w życiu nie zdarzyło mu się tak znacznego podarunku otrzymać. Zląkł się więc bardziej jeszcze, niż ucieszył, bo domyślając się, że pan Mateusz nie czynił tego bez interesu, zaczął się domyślać jakichsiś zamiarów wielkich i chytrych z jego strony; nie potrafił więc odpowiedzieć, tak się zmieszał. Z jednej strony bardzo mu ten podarek dopełniający czwórkę, na którą od roku pracował, pochlebiał; z drugiej bał się skompromitować i szukał po głowie, co by prócz ożenienia mógł knuć sędzia z panem Mateuszem.
- Mnie się zdaje - podchwycił sędzia, że to jak diabeł malował, do czwórki pana Bałaba-nowicza!
- Juściż - przebąknął stary - dojdzie.
- A jeśli tylko przyjdzie do czwórki, niech go pan bierze. Miło mi bardzo tę bagatelę ofiarować mu i polecić się jego przyjaźni.
Sędzia z drugiej strony szepnął w ucho:
- Pamiętajże, daj mu dobre słowo przed podkomorzyną.
- Samo z siebie! I bez tego! Ale jakże! - mruczał stary lis. Ale na cóż ten prezent? Ludzie gotowi gadać...
- Powiesz, żeś kupił - przerwał sędzia - a od nas nikt się nie dowie.
- Hm! hm! tego! hm! - Bałabanowicz już się nie opierał i ściskał rękę pana Mateusza, któ-
29
ry dał znak ludziom, aby konia złapali i dysponował masztalerza dla odprowadzenia go do
Złotej Woli.
- Za pozwoleniem pańskim, jeśli już jego taka łaska - przerwał stary - niech go nie do Złotej Woli, ale do mojej posesyjki, którą tam mam pod bokiem, odprowadzą.
- Bardzo dobrze!
Ta posesyjka szła rocznie tylko pięćdziesiąt tysięcy złotych, a Bałabanowicz zyskiwał na niej prawie drugie tyle.
Zmierzchało już, kiedy nazad z ganku do pokoju powrócili; tu już wrzał poncz w wazie i zaczęto pić znowu; wkrótce stary koniarz językiem ledwie niezrozumiale obracał. Gdy usnął zupełnie, pan Mateusz z sędzią trzeźwi wysunęli się do drugiego pokoju.
- No, winszuję ci - rzekł sędzia siadając w krześle - Bałabanowicz ujęty i wszystko pójdzie dobrze; starym tym lisem nie można gardzić, ale też i ufać mu zbytecznie się nie godzi!
zaprzęgany na biczowych (starop.) - trzeci koń doprzężony do dwóch dyszlowych otargany (starop.) - tu: ujeżdżony, obłaskawiony masztalerz (z niem.) - starszy stajenny, dozorca stajni