Całe życie biedna

Interesujace książki na zimę i lato

się, że nic być przeciw, niemu nie może, tak zręcznie trafił do słabości pani Doroty i potrafił ująć ją sobie. Domyślała się z daleka napiętych sieci słysząc nieraz pochwały oddawane mu przez Bałabanowicza najpospoliciej ganiącego wszystkich. Słudzy nawet byli zręcznie ujęci i przekupieni, żeby go chwalili.

I gdy ona na próżno modliła się, żeby ją Bóg od szpon tego zręcznego ptaka ocalił, wszystko przeciwnie jej życzeniu a stosownie do jego zamiarów nakłaniało się: co dzień Mateusz bardziej w łaskę ciotki się wkradał.

Chociaż nikt nigdy przed nią o zamiarach pana Mateusza nie mówił, chociaż jakby naumyślnie zostawiono ją na boku, ona widziała tę odegrywającą się komedię, trafnie każdą tłumaczyła sobie czynność i coraz częściej płakała. Przyszłość jej okazywała się w prawdziwym, smutnym świetle rzeczywistym. Pojmowała myślą, jakie to będzie życie z człowiekiem, który się żeni dla widoków pieniężnych i który wszystko z siebie zrobić potrafi, byleby dopiął swego celu.

Porównywając znajdowanie się jego przy pierwszej bytności z następnym postępowaniem zrozumiała, że w przeciągu czasu oddzielającym pierwsze od drugich odwiedzin zajść coś musiało, że Mateusz zna słabą stronę ciotki i korzysta z niej rozmyślnie. To przydało jeszcze jej ku niemu odrazy, która wkrótce w rodzaj nienawiści i wstrętu zmieniła się o tyle, o ile pełne łagodności serce Anny wstręt i nienawiść pojmowało. Tak drżąc nad swoim losem miesiące całe Anna badała postępy, jakie Mateusz czynił w łaskach ciotki i coraz bliższą widziała się niechybnej już zguby.

Naturalnie obrażało ją prócz tego, że Mateusz nic wcale na nią prawie nie zważał, ale bardziej jeszcze oburzała się na myśl, że on zapewne sądził ją bardzo ograniczoną, kiedy się tak mało maskując, aż do śmieszności pani Dorocie pochlebiał niezgrabnie.

Nieraz brała ją chętka okazać mu niechęć i wzgardę, dać mu do zrozumienia, że wszystko pojmuje i widzi, ale nie mogła się nigdy na to odważyć. W milczeniu więc jak winowajca, który patrzy na budujące się dla niego rusztowanie, spoglądała na gotujące się jej zamężcie. Nie wiedząc o połowie nawet chytrych zabiegów Mateusza i sędziego, z ich oczu, z ich szeptów, z miny domyślała się otaczającego ją spisku. Oni zaś obaj tak byli pewni, że Anna musi być posłuszną ciotce, że się nawet nie starali pozyskać jej względów i traktowali ją jak konia, którego by kupiec u pana targował.

W takich to okolicznościach zeszła prawie cała zima i miało się ku wiośnie, gdy wskutek narady sędziego z panem Mateuszem wypadło, ażeby dobijać i kończyć. Tu naturalnie pomyśleli, że należało znowu przez Bałabanowicza. dowiedzieć się ze szczegółami o posagu i pogadać o interesach, a przez niego natchnąć panią Dorotę względem uczynić się mającego wydziału z majątku dla siostrzenicy.

Znowu tedy sędzia pojechał do posesyjki pana Bałabanowicza i pod pozorem rady jakiejś dla chorego konia zawiózł go do Brzozówki do pana Mateusza. Tu już poufalej do niego przystąpili nie skąpiąc ponczu i obietnic. Ażeby nie wydać się ze swoją myślą, zaczęto naprzód od koni, o których prawie cały wieczór była mowa; dopiero podpoiwszy pana komisarza, sędzia niby wpół żartem zaczął rozmowę z daleka.

- E! Wpan-bo, panie Mateuszu - rzekł zwracając się do niego - powinien byś już kończyć swoje konkury, mielibyśmy weselisko!

- Wszakże wątpić nie można - dodał sędzia - że pani podkomorzyna nie odmówi ręki siostrzenicy panu Mateuszowi?

- Samo z siebie! - rzekł znowu stary.

- Już kiedy pan Bałabanowicz tak mówi, to możesz być swego pewny - sędzia dodał - no, a kiedyż zrękowiny?

- Tak to państwu o tym mówić - odpowiedział pan Mateusz udając powagę i zamyślenie -ale potrzeba, abym wprzód był pewien, że nie będę miał wstydu.

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Książki pełnią bardzo ważną rolę w naszym życiu i niczym nie mozna ich zastąpić. Sprawiają, że się rozwijamy. Dążymy do tego by być coraz lepszymi. Powiększają naszą wiedzę dodatkowo rozwijając nasz mózg. Powiększają pamięć.