- A, a, a - samo z siebie! bardzo jestem - jestem, za zaufanie - ufanie - jąkał się Bałaba-nowicz. - Jakiż on głupi! - pomyślał w duchu.
- Niechże ci podziękuję! - dodał porywając się od stołu Mateusz i biegnąc go uścisnąć -mój szanowny.
Bałabanowicz odsunął krzesło i cały chwiejący się ściskał wzajem Mateusza myśląc sobie:
- Ależ to czysty wariat? wszak on mnie ma za poczciwego człowieka!
- Wina! wina! - zawołał gospodarz - wypijemy zdrowie pana Bałabanowicza mojego od dziś plenipotenta. Podano, wypito, a komisarz nie posiadał się z radości. Przychodziło mu wprawdzie na myśl czasem, że sobie z niego żartują, tak to dla niego nową było rzeczą widzieć tyle zaufania i szacunku u obcych, kiedy u Żydów nawet miał najpowszechniejszą reputację szachraja; jednakże nic nie okazywało, żeby to nie miało być szczerym, i na koniec wziął to wszystko za dobrą monetę.
- Dorotynki to dobry majątek - rzekł sędzia wracając do rozmowy - folwark w pszennej ziemi, lasy towarne40, nad rzeką...
- Dochody małe, małe - odpowiedział Bałabanowicz, - jeszcześmy go nie urządzili.
- Zawsze to tak bywa - rzekł Mateusz - póki się majątek nie doprowadzi do należytego porządku. - Tak! samo z siebie! ale to dobry majątek.
- A i Kijany niezły? - zapył sędzia.
- Tak samo z siebie, ale rzadki urodzaj tam i bardzo nieomłotne... -Ale jak się urządzi - znowu zakończył gospodarz.
- Za lat kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt - dodał po cichu plenipotent oddalając termin tego urządzenia.
- Zapewne! - przerwał sędzia - majątek czasem lat kilkadziesiąt musi się regulować, usu-szać, zabudowywać!
- Samo z siebie! - potakiwał Bałabanowicz dziwując się w duchu głupstw u tych panów, którzy nawzajem śmieli się z jego łatwowierności.
- Ale co my tam gadamy o majątkach - przerwał Mateusz - ot lepiej, sędzio, poradź, jak tu mamy z oświadczeniem zrobić.
- A cóż, rzeczy przygotowane, pani podkomorzyna nie od tego; prawda, panie Bałabano-wicz?
- Samo z siebie!
- Więc w tych dniach kończymy. Ja z Wpanem pojadę, oświadczym się z reguł, plackiem do nóg upadniesz i, pośpieszym z zaręczynami. Trzeba, żebyś Wpan przygotował pierścionki i podarki.
- Już to nie bój się, sędzio; ja w niczym nie chybię, co się tyczy zwyczajów.
- Oświadczenie może się odbyć w niedzielę. Zwyczajnie pani podkomorzyna prosi znajomych z kościoła parafialnego na obiadek do siebie, więcej zapewne nikogo nie będzie tylko my dwaj; po obiedzie tedy upatrzywszy chwilę s o 1 1 e m n i t e r41 oświadczym się, co daj Boże szczęśliwie; a zatem - wypijmy przyszłych sukcesów i słodkiego szczęścia w pożyciu z siostrzenicą podkomorzyny!
Podniesiono kielichy, Bałabanowicz choć pijany, lecz jak pijak z profesji nie tracąc zupełnie przytomności wszystko, co słyszał, notował i pamiętał. Nasi spiskowi umyślnie znowu głośno się z tym przed nim wygadywali, aby podkomorzynę uprzedził o niedzieli i przeszkody, jakie by zaproszenie czyjeś na obiad stawiło, usuniono. Nie wątpili oni, że teraz równie już sobie podkomorzyna życzyła pana Mateusza, jak Mateusz tego zamężcia; a wreszcie tak uroczyście zamówiwszy Bałabanowicza na plenipotenta gospodarz był pewien, że on mu wyrobi puszczenie przynajmniej jednego folwarku w posagu po Annie.
lasy towarne - nadające się do przemysłu drzewnego sollemniter (łac.) - uroczyście