- Doprawdy! - zawołała porywając się podkomorzyna - tak prędko?
- Tak uprojektowali sobie. Ale z respektem winnym pani, jużby warto pomyśleć o tym.
- O czym?
- A o tym konkurencie.
- Wszakżeśmy już myśleli?
- Warto by się naradzić o intercyzie...
- Ja myślę tymczasem oddać im Dorotynki. - Bałabanowicz pod trądem pobladł, udawał jednak zupełną spokojność.
- Jak się podoba pani - rzekł - w istocie to nawet majątek nieintratny. Ale jeszcze nie uregulowany i jak się w cudze ręce dostanie...
- Myślisz Bałabanowicz, że pan Mateusz nie potrafiłby sobie z nim dać rady?
- A zapewne, młody człowiek! Potem widzi pani, co innego kiedy jeden zaczyna i jeden kończy, co innego...
- Już ja to rozumiem - odpowiedziała chodząc po pokoju podkomorzyna. - Ależ przecie muszę coś dać siostrzenicy?
- Samo z siebie. Ale mnie się z respektem zdaje, że jakby pani wyznaczyła jaką sumkę, na co się pani ma wyzuwać?
- Masz rację Bałabanowicz, a jakąż by sumkę?
- Na przykład pięćdziesiąt tysięcy złotych, to umiarkowany posag, jaki zwyczajnie się daje. Wszystkie tu panny w okolicy nie mają nad pięćdziesiąt tysięcy.
- Masz rację, ale z jakichże by tu pieniędzy?
- Można by dać oblig na panu radcy...
- Bardzo niepewny.
- Jużciż, niepewny, a wszakże siostrzenica weźmie wszystko po pani.
- Masz racją Bałabanowicz; tymczasem...
- Tymczasem...
- Niechby sobie dochodzili tej sumy. Wyprawę można policzyć na trzydzieści tysięcy.
- Większą część zostawiła na to ś.p. siostra moja a matka panny Anny.
- Tego w intercyzie nie ma potrzeby kłaść, czy matka, kto tam o tym wie. Reszta wyprawy ułatwi się za tysięcy dziesięć, a w intercyzie zapisze się złotych osiemdziesiąt tysięcy. To jest znaczna suma.
- Masz rację, Bałabanosiu! A która to wybiła?
- Pół do dwunastej. Tak tedy - powiadasz - powtórzyła po chwili podkomorzyna, pięćdziesiąt tysięcy, a trzydzieści wyprawa?
- Zapewne, mnie się zdaje, że to będzie dosyć - odpowiedział komisarz kręcąc na łbie perukę. Jeśliby zaś pan sędzia, jako przyjaciel obu stron, proponował pani jakie odstępstwo i zrzeczenia się którego folwarku na rzecz siostrzenicy, niech pani odpowie, że ona i tak weźmie wszystko. A w istocie na co się pani wyzuwać ze wszystkiego od razu? stare to przysłowie, którego z respektem nie chcę powtarzać przy pani, co powiada, że póty się zalecają, póki co czują.
Jakby od razu wzięli majątek, potem by jeszcze na starość, której daj Boże doczekać (mądry Bałabanowicz jeszcze ją kładł w czasie przyszłym i nie bez przyczyny) pani sama była na ich łasce. Ja co tyle lat służę temu domowi i wszystkiego szczęścia mu życzę, nie radzę, abyś pani od razu po siostrzenicy wiele dawała, niech się zasługują. W intercyzie też nie ma potrzeby kłaść żadnej obietnicy zapisów, niech się zasługują, powtarzam, a tak pani zostaniesz swojej woli panią, a oni będą musieli dependować i szanować.
- Bardzo ci dziękuję za te rady Bałabanowicz - odpowiedziała podkomorzyna - masz racją, masz racją, niech się zasługują!