W istocie sędzia, acz bez żadnych zasad, nie był jeszcze do tego stopnia zepsutym i egoistą, żeby miał poklaskiwać panu Mateuszowi. Zląkł się go nawet trochę i począł żałować, że się z nim wdał. Pan Mateusz widząc się już u celu i nie potrzebując sędziego mało zważał na jego milczenie w drodze i tak zajechali do Brzozówki.
W Złotej Woli tymczasem czyniono przygotowania do uroczystego obchodu zaręczyn; we dwa dni całe sąsiedztwo częstowało się nowiną.
- Wiesz, że pan Mateusz się żeni?
- Któż by nie wiedział!
- Czy jesteś proszony?
- A jakże.
- Ten łotr? to osobliwsze małżeństwo!
- Mówią, że sędzia najwięcej mu pomógł.
- Bałabanowicza także ujęli!
- O, to filuty51 pierwszej próby.
Inni użalali się nad Anną, mianowicie zaś kobiety, przewidujące łatwo los, który ją czekał. Dobre to przysłowie: w i e d z ą s ą s i e d z i, j a k k t o s i e d z i ! Znali wszyscy pana Mateusza, jako człowieka bez żadnych zasad, egoistę przestraszającego; żadna najuboższa nie byłaby się odważyła pójść za niego, tak był w opinii publicznej okrzyczanym za domowego tyrana.
Familie obrażone odmówieniem ze strony podkomorzyny nie chciały się znajdować na zaręczynach i najsrożej szarpały urąganiem nowo składające się stadło.
Ciotka zaś, tak obojętna dla Anny jak wprzódy, choć wiedziała, że jej to zamążpójście było przykrym, nie uważała na to wcale w przekonaniu, że po staropolsku dzieci nie mają swojej woli, tylko rodziców lub opiekunów, którzy za nich obowiązani są myśleć, czuć i przewidywać. Przesadzone wyobrażenia o posłuszeństwie, które od młodu wpojone miała, nie mogły się pogodzić z oporem Anny, acz tak bojaźliwie jej okazanym: miała to podkomorzyna za rodzaj chwilowego obłąkania. Anna jak człowiek, który doszedł kresu niebezpieczeństwa i
52
nieszczęścia, po łzach wkrótce odrętwiała na wszystko i obojętnie już, przeraźliwym okiem rozpaczy patrzyła na przygotowania zaręczyn i wesela, gdyż wesele odbyć się miało w kilka tygodni, a niezbyt wspaniała wyprawa panny młodej, łatwo się na ten czas ukończyć mogła.
Przyszedł dzień zaręczyn. Była to uroczystość po staropolsku wystawna, pełna ceremoniału, ukłonów, komplementów, wykrzykników, cyfer, wiwatów, pijatyki itd., ale w gruncie smutna. Anna wedle zwyczaju strojna bardzo, była blada, milcząca i oczy tylko napuchłe, czerwone, zwiastowały o walce, jaka się w niej odbywała. Ta postać smutna przykrym sposobem odbijała od ceremonialnej wesołości wszystkich i szalonego humoru pana Mateusza.
Ciotka jak zawsze prosta, sztywna, pilnująca przyzwoitości wyglądała na swojej kanapie jak stare malowidło z ram wyjęte i na chwilę podżywione, ruszające się, choć nieżywe.
Bałabanowicz w kącie pił za sukcesy młodych państwa, a spode łba poglądał na podkomo-rzynę. Sędzia chodził smutny i milczący. Reszta sąsiadów zbiegła się z tą jastrzębią ciekawością, z tą chciwością plotek, obaczenia czegoś nieprzyzwoitego, dowiedzenia się tajemnicy, złapania jakiejś śmieszności, która tak panuje na wsi. Wszyscy oni zdawali się chodzić tylko i szukać po kątach, żeby mieli jutro o czym gadać i śmiać się. Mrugali na siebie, szturchali się, czynili sobie uwagi i już w myśli oblizywali się na mające wyrosnąć plotki. Ani teraz nawet pan Mateusz nie zbliżył się do Anny, ledwie ją przywitał, ledwie ją w rękę pocałował, przy zamianie pierścieni; potem wmieszał się do młodzieży i ufając temu, że go podkomorzyna nie dojrzy, puścił sobie cugle, tak długo zmuszony w tym domu grać, jak mówił, rolę sensata53.
filut (z franc.) - spryciarz, oszust, krętacz
przeraźliwy - tu; przerażony.
sensat (z łac.) - człowiek bardzo poważny