Z powodu tej wielkiej uroczystości, porządek życia w Złotej Woli, tak surowie utrzymywany, na dni kilka się przewrócił, co niezmiernie podkomorzynę martwiło, która wzdychała za powrotem do pokoju i regularności. Tłum gości, przygotowania do ceremonialnego obiadu, zwichnęły całkiem panią Dorotę. Bolało ją to najmocniej, że wiele osób nie dość na nią wzgląd miało i zdawało się jej poważnej osoby nie widzieć; każdy bowiem poszukał sobie stosownego towarzystwa i bawił się, jak mógł. Przy biednej Annie siedziały panny i młode mężatki więcej zajęte jej strojem niż losem. Niektórzy z mężczyzn grali w karty, inni rozmawiali po cichu. Część męskiej kompanii paliła fajki na ganku: tu był i pan Mateusz, którego ciekawe otaczały postacie.
Był to naprzód długi, suchy, ospowaty, prosto trzymający się, jakby kij połknął, literat powiatowy, jeniusz sąsiedztwa, pan Kunasowicz. Ten mówił tylko górnymi słowy, gesta miał teatralne, fizys54 z wyrazem tragicznym i wiecznie błąkał się po n i w i e uczuć i n i e b i e wspomnień; dodajmy do tego, że nie znał pisowni i szkół nie skończył.
Za nim siedział myśliwy z profesji, otyły rubacha, który, o niczym nie myślał, tylko o brzuchu i o polowaniu.
Dalej satyryk powiatowy, który miał przywilej bezkarnie ze wszystkich żartować, niedo-warzone swoje koncepta co chwila po głowach puszczać i w oczy nieprzyjemne rzeczy wszystkim mówić. Był on także jednym z gastrolatrów, to jest czcicieli żołądka, których sekta tak w naszym kraju jest pospolita.
Potem byli jeszcze: powiatowy medyk, który wszystkich traktował L e r o y55; powiatowy stryjaszek, dobry sobie głupiec, z którego drwił, kto chciał; powiatowy skąpiec, do którego kieszeni wszyscy się uciekali o pieniądze, agronom, co na 24 pola podzielił swoje łany i miał już merynosy, wreszcie ksiądz wikary, który się tym odznaczał, że śpiewał przy gitarze i fajkę palił.
Ci ichmoście wiedli ciekawą rozmowę, której ułamek pozwólcie sobie udzielić:
Ksiądz wikary puszczając kłąb dymu do powiatowego stryjaszka. Pan fajki nie pali?
Stryjaszek. Na piersi mi szkodzi.
Skąpiec. Ina kieszeń.
Medyk, l na żołądek, bo żołądek...
Literat. O jakiejże nieszlachetnej części ciała, panowie, wszczęliście rozmowę? Gastrolatrzy. Co ten plecie?
Agronom. Moje olejne rośliny bardzo dobrze prosperują.
Literat z westchnieniem. Ten znowu o olejnych roślinach. Zaiste nie ma teraz ludzi, którzy by o czym wznioślejszym pragnęli umysły zetrzeć. Ja w prawdziwej żyję pustyni, nie pojęty, nie zrozumiany, jak palma, która niszczeje w piaskach dalekiego suchego morza dzikiej Arabii!
Satyryk-gastrolatr. Co ty tam mruczysz? a wiesz ty, ze masz minę śledzia na rożenku? Pan Mateusz do sąsiada. Iprawda to, że się pan Alojzy o moją narzeczoną starał? Sąsiad. Najistotniej.
Pan Mateusz. Ale cóż za Śmieszny człowiek, że teraz tu przyjechał! Sąsiad. Zapewne był ciekawy zobaczyć Wpana. Pan Mateusz. Smutna ta ciekawość.
Literat głośno do skąpca. Pańskie oblicze zwiastuje jakiś szwank na zdrowiu. Skąpiec. Ja jestem całkiem zdrów. Medyk. Dawno ci radzę wziąć Leroy.
Literat. Zaiste nie każdemu z śmiertelnych zdolne jest to lekarstwo przywrócić drogie a najszacowniejsze z darów niebios zdrowie.
fizys (z grec.) - twarz, wygląd, powierzchowność
Leroy d'Etiolles (zm. 1860) sławny chirurg; tu: lekarstwo stosowane przez niego.