Ksiądz wikary. A niejednegośmy po nim pochowali.
Literat. Smutny to, lecz pełen zasług stan, który wam duchownym nakazuje stawić się na głos cierpienia od kolebki do mogiły.
Gastrolatrzy. A dadzą tam wieczerzę? Jeść się tęgo już chce! Przynajmniej żeby wódki i przekąski podali. Ksiądz wikary. Jak się ma WMosci ogierek? Sąsiad. Zdrów już zupełnie.
Gastrolatr. Patrzaj no, co to za piękna dziewczyna? Wszyscy prawie: Gdzie? gdzie? gdzie?
Literat. O cóż to za ludzie, których lada piękność ziemska znikoma tak zajmuje! Wzdycha...
VIII
WESELE
Równie uroczyste było wesele, które Anna łzami oblała. Zdawszy się na wolę Bożą, szła do ołtarza jak ofiara, milcząca, zimna, modląc się tylko w duszy, bo mimo tylu przeciwności nie postradała ufności w Bogu, którą słabsi ludzie tak prędko za pierwszym cierpieniem tracą.
A naprzód zmieniły się bardzo miny pana Mateusza i sędziego, gdy do intercyzy przyszło. Tu pokazało się, że Bałabanowicz albo nic nie zrobił, bo nie chciał, albo że nie mógł. Rad nie rad pan Mateusz musiał milcząc a klnąc w duszy przyjąć pięćdziesiąt tysięcy posagu, a trzydzieści w wyprawie i jeszcze oprawę56 żonie w podobnejże sumie na swoim majątku zmuszony został uczynić. To mu zupełnie humor popsuło, byłby się cofnął, gdyby sędzia z jednej strony, z drugiej nadzieja późniejszych zapisów ciotki, nie trzymały go.
Powtóre łzawa postać panny młodej mimowolnie go dręczyła i była mu jakby ostrym wyrzutem, który porafił się dobić twardego egoisty serca.
- Jeśli taką będzie całe życie - myślał - wesołoż mi będzie w domu!
Przygotowania do wesela były jeszcze wspanialsze niż do uczty zaręczyn. Wielka liczba gości sproszona, muzyka z pobliskiego miasta, beczki wina i miodu dla czeladzi, cyfry, wystrzały nawet nie były zapomniane. Kucharzy kilku pociło się nad sosami od tygodnia, po ryby posłano mil dziesięć, dwadzieścia po zwierzynę, czterdzieści po wina. W oczach pod-komorzyny były to wielkie dobrodziejstwa dla Anny!
Wśród tej wrzawy chodziła ona blada, milcząca i nieprzytomna, a pan Mateusz zły i zmuszony gniew swój ukrywać siniał ze złości. Sąsiedztwo gotowało się na zbieranie plotek z całych sił.
Z rana o godzinie jedenastej podpisano intercyzę, państwo młodzi już byli gotowi, ołtarz w kwiaty ubrany w sali jadalnej, kobierzec rozesłany, bukiety poprzypinane, Poprowadzono ich prosić błogosławieństwa, z padaniem do nóg i tą czułą ceremonią żebrzącą życzeń pomyślności u najuboższych sług nawet, nawet u nędzarza.
Pan Mateusz odbywał to jak przechadzkę po pokoju patrząc W inną stronę; tylko tyle jeszcze był łaskaw, że nie świstał.
56 oprawa - suma zabezpieczona żonie na majątku męża, a złożona z posagu żony i z kwoty równej temuż posagowi, jaką mąż przypisuje do wiana żony.