Niektórym poczciwym a prostodusznym ludziom wyda się to może przesadzonym, lecz niestety są tacy ludzie. Zakrywają się oni powierzchownością mniej więcej znośną, gdyż jakieś uczucie przyzwoitości nie dozwala im zupełnie obnażyć się przed ludźmi, chyba w ostateczności; w domowym pożyciu dopiero odkrywają się oni ze wszystkim. Tu samoluby nie chcąc sobie nawet zadać pracy ukrywania swego bezcenego charakteru, mało dbając o szacunek otaczających osób bezwstydnie okazują się im w całej szkaradzie swojej.
Tyrani domowi nie cierpią najmniejszego sprzeciwienia się swej woli, nie chcą uczynić najdrobniejszej ofiary z siebie, a wszystkim każą naginać się posłusznie przed sobą i służyć namiętnościom, chętkom, kaprysom. Tacy to jednak ludzie nieraz uchodzą w opinii za zacnych obywateli, surowych ojców familii, lecz sprawiedliwych i rozumnych; gdy w istocie są to zbrodniarze, którym do dopełnienia zbrodni większej brakło tylko okoliczności lub śmiałości: są bowiem tchórze jak wszyscy egoiści.
Takim był i pan Mateusz, a życie Anny z nim, nie wiem, czy nawet malować potrzeba. Któż nie pojmie, co to było za życie? Z jednej strony uległość, poświęcenia nieustanne, męczarnie; z drugiej nielitościwe wymaganie coraz nowych ofiar, znęcanie się, przemyślne dręczenie. Egoiści mają w sobie coś z natury dzikiego zwierza, lubią męczyć i pojmują tę dla innych tak niepojętą rozkosz tyranizowania słabszych.
Mateusz im powolniejszą sobie, im uleglejszą, łagodniejszą widział Annę, tym sam bardziej się srożył, więcej wymagał i wszystko co czyniła, złym znajdował, dlatego tylko, żeby ganić. Nawet w sposobie odzywania się do żony miał pan Mateusz intencją męczenia, bo nigdy inaczej nie powiedział słowa, jak tonem albo rzeczą urągając się, szydząc, znęcając.
Dodajmy do tego, że wobec ludzi zmyślał czułość i wymuszał na żonie, żeby jej troski domowe maskowały się wówczas sukienką szczęścia. Przy gościach Anna musiała się uśmiechać, mąż przemawiał do niej z łagodnością, naprowadzał ją na kłamstwa i zmuszał do nich, bo biedna żona jakże mogła mu przeczyć? Tak na przykład chytry opisywał nieraz przy ludziach swoje szczęście domowe, zmyślał jakieś nie praktykowane czułości dla żony, wzywał ją na świadki jakiegoś wypadku całkiem niebyłego; a ledwie drzwi się za świadkiem obcym zamknęły, zapadała kurtyna, kończyła się komedia i zimny egoista wracał do naturalnej postaci.
Anna znosiła to jak anioł! Przekonawszy się, że użalenie na cierpienia innego skutku nie sprawia, tylko podbudza jeszcze męża do wymyślania męczarni, milczała cierpiąc i nie wydawała, że cierpi. Ile razy pan Mateusz poznał, co jej niemiłym było, wysilał się, żeby to stokroć powtórzyć i nasycić się jej męką. Anna więc chcąc sobie ulżyć musiała udawać zupełną na wszystko nieczułość. Z równą pilnością trzeba było kryć, co przyjemność czyniło, bo Mateusz nie omieszkałby zagrodzić jej drogą co najmniejszych nawet rozrywek; rozważcie więc położenie tej kobiety i pojmijcie jej męczarnie.
W domu była ona tylko pierwszą sługą męża, a to pierwszeństwo nadawało jej przywilej smutny odpowiadania za wszystkich i wszystko. Cokolwiek kto źle zrobił, pani wszystkiemu była winna, pani za każdego odpokutować musiała. A jednakowo nic do niej nie należało, żadna część zarządu domowego, żadne rozporządzenie dochodów; nic a nic; najcięższe tylko, najnudniejsze a mało ważne czynności były jej udziałem.
Może być, że pierwsze chwile po weselu byłyby inną cokolwiek znośniejszą barwę przybrały, gdyby temu nie stanął na zawadzie zbieg okoliczności. A naprzód pan Mateusz, rozgniewany omdleniem żony i plotkami, jakie stąd wyniknąć mogły, już się nie krył z swoją niechęcią i gniewem, odkazywał się zemstą od pierwszego wieczora. Powtóre zawiódł się na posagu i choć to miał tylko za chwilową przeciwność, nie mając na kim, poszukiwał swego zawodu na żonie.
Ciotkę szanował i skarbił jej łaski w nadziei zapisów, o żonę zaś nie dbał wcale, wiedząc, że musi mu być posłuszną. Tak od pierwszych dni poczęły się męczarnie, które szydząc z czułości Anny z upodobaniem mąż jej zadawał. Gdy przybyli do Brzozówki, zapowiedział jej