DOPIĄŁ SWEGO
Był to wieczór, w pokoju pani podkomorzyny paliła się na stolicy64 świeca pod umbrel-ką65, psy spały na poduszkach, jejmość włożywszy na nos okulary i odebrawszy młódki66 zasiadała do mariasza z Bałabanowiczem, który utarłszy nosa i zwinąwszy chustkę w naleśnik przysuwał sobie poufale krzesełko. Zegar w sieniach bił siódmą, służba była w kuchni, a Jan tylko jeden zasypiał na ławce i marzył o Anieli.
- Dziwi mnie to, Bałabanosiu - rzekła ciotka rozdając karty - że pan Mateusz tak rzadko i coraz rzadziej bywa w Złotej Woli.
- Co pani chce - odpowiedział biorąc karty plenipotent - ten człowiek najniewdzięczniej-szy! nie umie on szanować pani i wygląda tylko co najrychlej sukcesji!
- Masz racją Bałabanosiu, może to być - rzekła podkomorzyna - ale tak się ułożyło, tak to udawało konkurując, jakby co poczciwego; ty sam byłeś za nim.
- Prawda to pani - rzekł Bałabanowicz po cichu - ale teraz mnie nie oszuka. Widzę ja go przez skórę jak drży niewdzięczny i wyciąga ręce po dobro mojej dobrodziejki, którego ja jak oka w głowie strzegę. Ach! - dodał wzdychając - to mnie boli, że się to wszystko temu człowiekowi dostanie.
- Masz racją, Bałabanosiu - ze czterdziestu! Dałam ci dubłę67! Ale cóż na to poradzić.
- Co? ja tego nie śmiem pani powiedzieć?
- Przecież, mój Bałabanosiu?
- Prawdziwie, że tego nie potrafię powiedzieć - lękam się.
- Nie bój się niczego.
- Pani mogłabyś pomyśleć o zamążpójściu!
- W imię Ojca! Czyś ty oszalał?! A toż to pięćdziesiąt i...
- A kto tam lata liczy! - odpowiedział prędko przerywając plenipotent. A pani podstolina poszła za mąż w siedemdziesięciu, a pani szambelanowa miała ich pewnie sześćdziesiąt, kiedy po trzeci raz zawarła śluby! Wiadomo pani, że nie wiek starym czyni, ale niezdrowie. Dzięki Bogu, pani czerstwa jak rydz, zdrowa jak rybka i nie wygląda na trzydzieści.
- Pleciesz, Bałabanosiu, pleciesz; kto by zaś chciał się o mnie starać?
- I wielu by się takich znalazło! Pani...
- Pochlebnik z ciebie...
- To by dopiero była fimfa68 dla pana Mateusza - mówił Bałabanowicz - bo on tak już jest pewny sukcesji, że rad by moję dobrodziejkę, choć dziś, widzieć na marach!
- Ach! cóż to za szkaradny człowiek, mój Bałabanosiu
- Szkaradny, pani! szkaradny! a chytry jak wąż! On to i mnie stara się ułagodzić próbując, czy przeze mnie nie trafi do pani; ale mnie nie przekupi! Spędziwszy tyle lat mam przywiązanie i wierność nienaruszoną dla tego domu i dałbym się zarżnąć za moję dobrodziejkę!
- Poczciwy Bałabanosiu! bądź pewien mojej wdzięczności! Poczciwy!
- On tak tylko czyha, że wcześnie już porobił układy o dobra, które po pani na nich spaść mają.
stolica - tu: stolik
umbrelka (z łac.) - zasłona na lampę
młódki - tu: karty do gry o mniejszej wartości
dubla (z franc.) - stawka podwójna
fimfa lub finfa (z niem.) - obraza - tu: nieprzyjazny żart