- Ja - odpowiedział Bałabanowicz na klęczkach - ja śmiałem!! Całe życie zbierałem fundusz, żeby go złożyć u nóg mojej dobrodziejki z ofiarą serca i wierności długimi latami dowiedzionej, którą, która - której...
Tu mu wątku nie stało, a podkomorzyna, przywykła do posłuszeństwa, walczyła z sobą nie wiedząc, co począć.
- Jeśli mnie najnikczemniejszego sługę swego odrzucisz, pójdę i zagrzebię się na pustyni -rzekł.
- Ale na cóż na pustyni, Bałabanosiu? - zmiękczona szepnęła podkomorzyna - ale skądże ci ta myśl przyszła?
- Karmię ją od lat dziesięciu!
- W istocie?
70
- To była jedna moja nadzieja.
- A ja o tym nic nie wiedziałam! Ale ty mówiłeś o parę kroć funduszu?
- Ja go mam pani...
- Skądżeś ty to wziął?
- Z posesji.
- Masz rację Bałabanosiu! A gdzież szlachectwo?
- Ja go mam.
- Ale to być nie może...
- Mam wywód dokumentalny...
- To być nie może! to być nigdy nie może - mówiła podkomorzyna jakby sama do siebie -ty tyle lat byłeś sługą moim.
- I zawsze nim będę, do śmierci...
- Na cóż śmierci, Bałabanosiu! Ale skąd ci taka myśl przyszła?
- Ja sam nie wiem, pani.
- Wstańże już, wstań, ludzie by mogli nadejść, nie klęcz dłużej. Cóżeś ty powiedział? to by całkiem pomięszało porządek, to by było nieprzyzwoitym...
- Tyle podobnych bywało przykładów, że...
- Nigdy bym się tego nie była spodziewała! - mówiła ciągle podkomorzyna, jakby sama do siebie i zdjęła okulary, odsunęła karty, chodziła zamyślona. Bałabanowicz stał jak na węglach.
- Nie chcę ja mówić za sobą - przerwał po chwili, ale przypomniałbym pani niewdzięczność tego pana Mateusza, którego warto ukarać...
- Masz rację... jednakże! Co by to ludzie gadali!
- Ludzie by mówili, żeś pani dobry wybór zrobiła, wypróbowanego i zaufanego człowieka i nagrodziłaś wierne usługi...
- Powiedzże mi, jak ci to na myśl przyjść mogło?
- Ja sam nie wiem! Ja nie wiem, ale jeżeli pani nie przyjmiesz ofiary, ja...
- Tylko mnie nie strasz, Bałabanosiu...
- Ja jutro zdaję rachunki i idę...
- Dajże pokój! wszakci to tego tak obcesowo robić nie można! Ja się muszę namyśleć, ja muszę to rozważyć! prawdziwie, kto by się to był spodziewał! No, no! już co osobliwość, to osobliwość, mnie iść za mąż. Toć nie takam ja stara i na niego. Hm! mówi, że szlachcic i z funduszem! hm, hm, taki zawsze ludzie będą gadali! on! on, kto by się to spodziewał!
To mówiąc siadła pomieszana podkomorzyna, a plenipotent uczuł, że w niego duch wstępował i już dobrze wróżył sobie: pierwsze lody były złamane, zostawało rozumnie rzecz doprowadzić do końca. Ale to go nie przestraszało, znał on dobrze swoją panią i wiedział, że gdy jej da do wyboru pójść za niego lub całkiem go porzucić, pewnie na pierwsze się zgodzi.
jedna - tu; jedyna