Tymczasem ogień przygasać zaczął i ciemno robiło się w pokoju, gdy drzwi powoli skrzypiąc się otwarły i ktoś ocierając nogi wszedł.
- Któż tam? to pewno ten bałwan Franciszek! - zawołał, - Po jakiemu to wchodzisz do pokoju? Nie. mogłeś nóg otrzeć w ganku? Po co tu przyszedłeś?
- A ślicznieś mnie przywitał! - odezwał się głos jakiś w ciemności, który prędko poznał pan Mateusz i powstając przepraszał.
- Przepraszam cię, mój sędzio, ale tu tak ciemno! Jakże się miewasz! Hej! jest tam kto? Niech podają świece! Tak dawnośmy się nie widzieli!
- Prawda, że dawno - rzekł sędzia - a tyś już całkiem o mnie zapomniał; pókim ci był potrzebny...
- A dajże pokój wymówkom, mój sędzio; wszakże znasz świat i ludzi! Cóż chcesz, to powszechna reguła! Któż chowa na pamiątkę łupiny smacznego owocu, chyba dzieci?
Wniesiono świece, sędzia usiadł milczący.
- Cóż tam słychać, stary przyjacielu?
- Przypominasz mi - odpowiedział przybyły - żem do ciebie przyj echał z bardzo złą nowiną...
- Co? ze złą nowiną?
- Tak, z najgorszą jak być może...
- I ta mnie obchodzi?
- Najbardziej...
- Mówże, sędzio - zawołał przestraszony Mateusz - i nie cedź po słówku, bo to chyba dobre nowiny po kropelce dawać się powinny, a złe trzeba łykać jak lekarstwo.
- Nie mam siły powiedzieć ci o tym.
- Cóż? umarł kto? Nie bój się, ja się niczyją śmiercią nie zmartwię. Cóż to jest? nie dręcz-że mnie!
- Podkomorzyna... poszła za mąż!
- Co?! co?! Za mąż poszła! A toż co? to bajka! sędzia żartuje sobie ze mnie; za kogóż? Ja
72
tego nie pojmuję, to chyba mistyfikacja !
- Najprawdziwsza prawda - odpowiedział sędzia spokojnie - wiem o tym od wikarego, który za indultem ślub dawał. Wczoraj wieczór błogosławił ją i Bałabano...
- Bałabanowicza! Bałabanowicza! tego łotra! - wrzasnął okropnie pan Mateusz! Ona poszła za tego szubienicznika! to być nie może! Ktoś z ciebie zażartował, panie sędzio! To chyba trzeba nie znać podkomorzyny. Ona, co tak wysoko ceni przyzwoitość, miałaby pójść za swojego sługę!
- Pokazuje się, że wyżej ceniła pana Bałabanowicza niż wszelkie przyzwoitości, kiedy się to stało.
- W tej chwili weszła Anna, a mąż ją powitał:
- Zgadnij, co ci mam powiedzieć, moja pani? Anna milczała.
- Śliczną na Boga nowinę! Śliczną. Twoja ciocia zacna dobrała sobie parę i poszła za Ba-łabanowicza! Witam siostrzenicę pani Ba-ła-ba-no-wi-czo-wej!!! A ślicznieżem się ożenił! ślicznie! pięćdziesiąt tysięcy nędznego posagu, żona głupia, a w dodatku połączenie z familią Ba-ła-ba-no-wi-czów!!
Do trzysta diabłów, sędzio, tyś to mnie w to uplatał, bodajeś kark skręcił! Gdyby nie ty, ja bym był nigdy się nie starał o Annę, niechby była gniła w Złotej Woli, nie byłbym się o nią pokusił. Jeszczem rok męczył się starając o ten kawał słupa! prawdziwie pięknie wyszedłem teraz z twojej łaski, sędzio!
mistyfikacja (z łac.) - wprowadzenie w błąd, oszustwo