zamążpójścia nigdzie nie mógł spotkać, bo w Złotej Woli zakazano mu bywać, a w Brzozówce ani Bałabanowicz się nie pokazał, ani żonie tam jechać pozwolił.
Wypadł jakoś jarmark w miasteczku pobliskim, a który Bałabanowicz dawnym swoim zwyczajem pojechał. Przewidujący wszystko pan Mateusz nasadził tam na niego Żydów i kilku szlachty zalecając im, żeby go spoili i do dwóch dni nie wypuszczali. Gdy mu wreszcie znać dano, że już Bałabanowicza nie było, on sam konno udał się z jednym tylko człowiekiem do Złotej Woli.
Miało się ku wieczorowi, gdy stanął u bramy ogrodu i tu porzuciwszy konia pieszo szedł ku domowi. Znajome mu były wszystkie zakątki, łatwo więc trafił do pokoju biednej eks-podkomorzyny.
Nie ta to była już pani Dorota, którąśmy na początku powieści widzieli. Starsza się zdawała o lat dwadzieścia, zgarbiona, wychudła, trzęsącą, suknie na niej w nieładzie, pieski ulubione powypędzane nie dotrzymywały już towarzystwa. Zamyślona, z usty sinymi i wpadły-mi siedziała i patrzała przez okno! talia brudnych kart leżała porozrzucana przed nią.
Gdy we drzwiach ukazał się pan Mateusz nie poznała go, aż się odezwał pokornie.
- Jak się ma ciocia?
- Pan Mateusz?! tu?!
- Cóż dziwnego? dawno bym tu już być powinien!
- Jak to? to ty się nie gniewasz na mnie?
- Ja? a za cóż miałbym się gniewać...
- Wszakże ty chciałeś mojego majątku? czyhałeś na niego, życzyłeś mi śmierci?
- Ja! to chyba Bałabanowicz mógł mówić.
- Właśnie.
- Alboż nie miał w tym swego interesu; ten niegodny zwodziciel?
- Ach! nie mówże tak o nim! to mój mąż!
- A jednak jest to najniepoczciwszy człowiek. Myśmy ubolewali nad losem cioci, ale cóż mogliśmy począć? I dziś z największą ostrożnością wkradłem się tu widząc, że go nie ma w domu, dla niczego więcej, tylko, abym okazał, że nie byliśmy chciwi i niewdzięczni, jak nas odmalowano. Ten człowiek zdradzał ciocię, oto są na to dowody.
73
Tu pan Mateusz regestra dawno przygotowane rozłożył, na które eks-podkomorzyna ledwie okiem rzuciła.
- Cały jego majątek - mówił dalej - jest zebrany szachrajstwem i kradzieżą. On to jest niewdzięczny i chciwy, on ciocię przywiódł do tego poniżenia, do poczynienia sobie zapisów, do wyzucia się ze wszystkiego, myśmy o to się nie starali nigdy.
- To prawda, moje serce, ale cóż chcesz, on jest moim mężem.
- Ale ciocia cierpisz od niego!
- Skądże o tym wiesz?
- Ja wiem wszystko, wiem, jak w domu panuje, jak się ze swoją dobrodziejką obchodzi! Przyszedłem nawet, abym proponował cioci przeniesienie się do naszego domu, gdzie będziesz panią, szanowaną, kochaną.
- Ale jakże to być może?
- Skoro ciocia się na to nie zgodzi, dziś wieczorem konie będą przed gankiem, on jutro dopiero powróci. Wiem, że zapisy, które mu poczyniła ciocia nie są w aktach, znajdują się tylko w oryginałach w biurku przy jego łóżku; ja je zniszczę, jutro rozpocznę proces i ciocia wróci do majątku i swobody!
Biednej eks-podkomorzynie w głowie się kręciło słuchając tych obietnic, a myśl oswobodzenia uśmiechała się do niej, Przywykła jednak całe życie słuchać Bałabanowicza, nie poj-
regestra (łac.) - w dawnej Polsce księgi sądowe; tu; wykazy, spisy