rozpaczał, miewał chwilowe pomieszanie. Opis jego stanu bynajmniej pana Mateusza nie zmiękczył, on zimno powiedział sobie:
- Mam go w ręku i muszę skorzystać! Byłbym głupi, gdybym tego nie uczynił. Od stu tysięcy ani grosza mniej!
Próżno sędzia usiłował go nakłonić do zmniejszenia sumy, pan Mateusz stał przy swoim i dopiął swego. Wybrał najpewniejsze obligi, na których przelew zapisał Bałabanowicz i dopiero wówczas zwrócił papiery i indult. Zaledwie resztki swego majątku i dowód występku dostał w ręce, eks-plenipotent wyjechał i zniknął, tak że nikt nie mógł się nawet domyślać, co
81
się z nim stało. Proces i rozwód, na który dał przed wyjazdem konsens Bałabanowicz, po-
82
party silnie w konsystorzu ukończył się pomyślnie i pani Dorota powróciła żyć jak wprzód do Złotej Woli.
Lecz przy tylu zatrudnieniach nie miał czasu pan Mateusz wymóc zapisów na ciotce, a może mniej dbał o nie wiedząc, że majątek i tak na żonę jego spadnie, nie lękając się już nikogo. Zyskane niegodziwie na Bałabanowiczu sto tysięcy zasiliły go w interesach i wróciły mu dobry humor, który objawił się jak wprzódy w żartobliwym znęcaniu się nad żoną zawsze równie nieszczęśliwą, opuszczoną i przykutą do jego najmniejszych kaprysów.
Gdy się to dzieje w Brzozówce, Bałabanowicz ucieka, ale nie bez myśli zemsty. Długo on szukał w głowie, długo się zastanawiał nim cień pozoru i sposób zaszkodzenia panu Mateuszowi wynalazł. Gniew dodał mu dowcipu i w końcu wyrozumował, że nie ma innego środka, jak odebrać mu żonę, na której całe jego majątkowe spoczywały nadzieje. Wiedział on, że zapisów nie było, rachował na to, że nie mieli dzieci i powiedział sobie, że gdyby mógł ich do rozwodu doprowadzić, zabiłby pana Mateusza najsrożej by się pomścił. Ukryty w bliskości szpiegował, wywiadywał się i cały oddał się jednej myśli, jednej żądzy pomszczenia się. Przejrzawszy jednak, jakim sposobem mógłby zamiaru dopełnić, środków wynaleźć nie umiał.
Wiedział on, że anielska Anna znosząc wiele cierpiała bez użalenia się, łagodnie przyjęła życie, jak było, nie przypuszczając podobieństwa przemiany na lepsze. Jednakże pojmował, iż wmięszawszy między małżeństwo trzecią jaką zręczną osobę mógłby krokiem ku zemście postąpić. Pojmował, że mąż, gdyby miał na nią podejrzenie, zacząłby się z nią gorzej jeszcze obchodzić, że przywiedziona do rozpaczy Anna mogłaby się chwycić jakiegoś środka ratunku.
Stanął więc na tym, że należało mu wyszukać kogoś, co by małżeństwo poróżnił: było to trudnym, raz że się musiał ukrywać, po wtóre że nikogo zdatnego ku tej misji szatańskiej nie znał. Nie tracił jednak nadziei i z nieugiętą wolą zemsty, pieszcząc się myślą tą czekał pory, wyglądał człowieka; lecz próżno łamał głowę, szukał, patrzał, próbował, nikt mu się nie zdarzał; cierpliwy czekał jeszcze nie zrażając się wcale. O kilka mil od Brzozówki ukryty wśród lasu w nędznej chacie budnika, żył tylko swoją zemstą i niekiedy z największą ostrożnością czynił wycieczki po miasteczkach, zawsze bezskuteczne, bo nie tam mógł znaleźć tego, kogo potrzebował.
Nigdy by nie mógł był dopełnić, co sobie usnuł stary, gdyby nie dziwny i przyjazny mu skład okoliczności.
Kiedy pan Mateusz starał się jeszcze o Annę, wiemy, że sędzia wspomagając go i chcąc
83
fundusze jego na oko powiększyć dał mu od siebie oblig kondyktowy na sto tysięcy złotych, pozwolił go wnieść w akta, a przy sobie dla bezpieczeństwa kwit tylko zatrzymał. Nie myślał
84
potem zaraz skasować długu oblatowaniem kwitu i rzecz tę, jak była, zostawił. Tymczasem
konsens (z łac.) - zgoda
konsystorz (z łac.) - urząd biskupi do spraw kościelno-sądowych oblig kondyktowy (z łac.) - warunkowy skrypt dłużny oblatowanie (z łac.) - wpisanie do akt