pomyśleć o przyszłości, odganiała od siebie natrętne przeczucia, roiła najdziwaczniejsze plany, żeby się przy jednej życia pociesze utrzymać. Jednym słowem łatwiej niżeli się mógł spodziewać zrażony niepowodzeniem Ordęga, dała się podbić Anna, i, z zamkniętymi oczyma na skutki dozwoliła mu bywać w domu, nie broniła mieć nadziei, a podbudzona przez niego przyszła do zwierzenia się swojego życia, swojego nieszczęścia.
To zaufanie okazane mu silniej jeszcze podpaliło kochanka, a nowym węzłem połączyło z nim Annę. Znalazła w nim bowiem przyjaciela, przyjaciółkę, których nigdy nie miała. Człowiek ten łatwo się zapalający szczerze uczuł jej nieszczęścia i gwałtownie przywiązał się do niej. Z głowy, w której powstała miłość, przeniosła się ona do serca; i on także całe życie czekał i wyglądał wielkiego przywiązania, i wyciągał ręce do wszystkich, i on był nie zrozumiany, nie ukochany od nikogo.
Ordęga wkrótce czcił Annę jak bóstwo i wylał na nią cały zapas przez ciąg życia w sercu nagromadzonych, a dotąd mało zużytych. Miłość jego stała się gwałtowną namiętnością, a charakter osobisty nadawał jej ważność stanowczego wypadku, za jaki mają miłość tylko ludzie szczerzy lub młodzi bardzo.
To wszystko odbyło się w ciągu kilku wizyt, które coraz częstsze kończyły się na codziennym widywaniu. Anna nie wahała się, bojąc szpiegów mężowskich, udawać przechadzki, wymykać się z domu i schodzić się z nim w ogrodzie, w lesie. Jej zdawało się to tak naturalnym, tak ją opanowała ta pierwsza miłość, tak ją zaślepiła na przyszłość, na skutki, na wszystko! Przyczyniał się do tego Ordęga, który, ilekroć wspominał o mężu, czynił to z niewypowiedzianą wzgardą i lekceważeniem, którymi biedną Annę zaraził. I jej się zdawało, że potrafi postawić mu śmiało, że się go nie zlęknie, nabierała sił ze swego przywiązania.
O! jakże szybko czas im upłynął, jak niesłychanie prędko uciekły miesiące naznaczone na pobyt u wód morskich jak straszniejsza co dzień objawiała się przyszłość; jak smutniejsze jeszcze życie cięższe stokroć do zniesienia, po chwilowej przerwie cierpieniom, groziło Annie. Przeczuwała, że ciężko odpokutować będzie musiała za to, że uczuła przecie, iż jest na ziemi choć kropelka szczęścia, choć chwila odurzenia rozkosznego; przeczuwała, że mąż dowie się o wszystkim.
Nieraz przychodziło jej na myśl uciec gdzieś z Ordęgą pójść do Rzymu, paść do nóg papieżowi i prosić, aby ją od ślubów uwolnił. Marzyła jak dziecię! a kto by jej myśli podsłuchał, zaledwie by mógł uwierzyć prostocie kobiety, na którą całą szkaradą cynizmu90, swego niedowiarstwa oddychał zepsuty człowiek. Lecz ona zepsuć się nie mogła, bo zaraza wchodzi tylko do tych, którzy już są usposobieni do jej przyjęcia, w których duszy jest szczelina otwarta; ona się zgorszyć nie mogła, bo nie pojmowała całkiem złego, nie było na nie miejsca w jej anielskim sercu.
Uczuwszy miłość, Anna całkiem nowy świat ujrzała odsłaniający się przed sobą, wszystko jej się tłumaczyło, odkrywało: pojęła życie. Dotąd ciągle cierpiąc jedną tylko stroną rezygnacji rozumiała wszystko, co ją dotykało; sądziła, że to uczucie jest najważniejszym i jedynym, nieodbitym: teraz przekonała się, że tylko pomocniczym było. Łatwo biedna, uniesiona obecnym szczęściem zapomniała przeszłości wcielając się w teraźniejszość: dziwiła się nawet, jak wprzódy żyć mogła.
Całkiem nowe skarby odkryła w muzyce, którą już nie jak sztukę, lecz jak tłumaczenie uczucia pojęła; całkiem inaczej widziała siebie i, pierwszy raz w życiu, chciała być piękną i młodą; przekonała się, że jeszcze nią była. O! cóż to były za chwile rozkoszne, kiedy Anna z tym przejęciem się, jakie daje miłość, opisywała Ordędze swe życie, męczarnie, kiedy mu się słodko skarżyła na niedolę i pytała naiwnie, czy wszystkie kobiety skazane są tak cierpieć.
cynizm (z greck.) - bezwstyd, brak umiaru i powściągliwości, pogardliwy stosunek do osób i rzeczy powszechnie szanowanych