Całe życie biedna

Interesujace książki na zimę i lato

- Jeśli kradłem, to nie u niego - odpowiedział Bałabanowicz - teraz ja mam go w ręku i muszę swoje odebrać.

- Jak? co? co ty mówisz?

- Mówię i powtarzam, że mam cię w ręku.

- Jakim sposobem?

- Ja to postarałem się, aby ci żonę wykradziono, w moim ręku jest ona; teraz wybieraj prędko: albo mi oddaj, coś wziął, we dwójnasób, albo pożegnaj się z żoną i majątkiem.

Pan Mateusz skoczył na Bałabanowicza i chwycił go za piersi.

- Daj pokój - rzekł eks-plenipotent spokojnie - ja mam z sobą ludzi. Pan Mateusz odskoczył zżymając się.

- Mam z sobą ludzi - powtórzył Bałabanowicz - nic mi nie zrobisz siłą, a choćbyś mnie tu podarł na sztuki, na nic by ci się to nie zdało; bo nie powiem słowa, póki nie stanie ugoda.

- Czegóż ty chcesz? - wrzasnął pan Mateusz - czego ty chcesz stary?... gdzieś ją podział?

- Powoli - odpowiedział Bałabanowicz. - O to tu naprzód chodzi, ażebyśmy zgodzili się na warunki; twoja żona jest w moim ręku i dobrym ukryciu. Starałem się, aby ci ją wykradziono dlatego, aby odzyskać, coś ty mi wydarł. Ja byłem sprężyną wszystkiego; ja namawiałem, ja pomagałem, ja nasadziłem tych, co ją wykradli. Teraz albo oddasz mi nazad moje obligi i drugie tyle mi dodasz jeszcze od siebie, a za to odzyskasz żonę, to jest majątek jej, albo stracisz ją przez rozwód, który jest przygotowany. Wierz mi, gdybym był tobą, wolałbym dać jakie sto tysięcy, niż stracić uporem Złotą Wolę, Dorotynki i Kijany!

Pan Mateusz nie wierząc swoim uszom, nie pojmując, co się z nim działo, chodził wielkim krokiem po izbie i myślał.

- A cóż mnie zapewni, że ty prawdę mówisz, że moja żona jest w istocie w twoim ręku?

- Jeśli mi nie wierzysz, to jak chcesz; ja się innym sposobem wynagrodzę - odpowiedział eks-plenipotent. Jeśli mi dasz słowo i podpiszesz, zaraz cię do żony zawiozę. Wybieraj zresztą! Samo z siebie! wybieraj!

Wahał się jeszcze Mateusz, Bałabanowicz zaś oczekiwał na pozór spokojnie skutku, którego był prawie pewnym. Stary lis dobrze się wprzód wyrachował i teraz zimno, powoli, obojętnie rzecz traktował.

- No, słowo, to i skończym - spytał po chwilce.

- Zgoda! zgoda, rozbójniku! - odpowiedział z gniewem Mateusz. - Zarzynasz mnie, ale cóż mam poradzić. Mówże: gdzie jest? jak się dała uprowadzić?

- Podpisz wprzódy, bo ja ci nie wierzę! - rzekł eks-plenipotent.

- Nielepiej i ja ufam tobie - odpowiedział Mateusz przebiegając okiem podane mu papiery i zżymając się - podpiszę; gdy mi żonę oddasz!

97

- Oho! ho! Także masz mnie za fryca ! - przerwał stary - podpisz tu, inaczej cię nie poprowadzę; a jeśli mi nie wierzysz, o co ja s a m o z s i e b i e nie dbam, to schowaj papiery i nie oddawaj mnie ich, aż na progu domu, w którym jest twoja żona. - Zgoda?

- Zgoda! I pan Mateusz podpisał papiery szybko, zwinął i schował. - Teraz jedźmy!

- Jedźmy - rzekł Bałabanowicz wkładając czapkę - konie moje stoją gotowe.

Z trudnością mógł rozpoznać pan Mateusz, dokąd go wieziono, a chociaż okolice jako myśliwy nieraz zwiedził, wśród ciemnej nocy wjechawszy do lasu po kilku zakrętach bryczki zupełnie stracił pamięć miejsca. Noc była chmurna, las gęsty i podszyty, ich dwóch a woźnica trzeci; dreszcz poszedł po panu Mateuszu, gdy sobie swoje położenie wytłumaczył i znalazł się na łasce nieprzyjaciela. Wszakże nie pokazywał po sobie bojaźni i milcząc jechał dalej. Bałabanowicz milczał nie kierując furmanem, który ze swej strony więcej się zdawał na konie spuszczać niż na siebie; puszczał im cugle i poświstywał tylko dla przyspieszenia ich biegu.

Na koniec pan Mateusz przerwał milczenie pytaniem:

fryc (z niem.) - początkujący, niedoświadczony; tu: naiwny

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Książki pełnią bardzo ważną rolę w naszym życiu i niczym nie mozna ich zastąpić. Sprawiają, że się rozwijamy. Dążymy do tego by być coraz lepszymi. Powiększają naszą wiedzę dodatkowo rozwijając nasz mózg. Powiększają pamięć.