- Dalekoż to jeszcze?
- Nie bardzo - odpowiedział Bałabanowicz.
- Powiesz mi teraz, jak się to stało? - dodał Mateusz.
- Teraz ci powiem - rzekł eks-plenipotent - bo to już nikomu nie zaszkodzi: moja to sprawa i sędziego.
- O! domyśliłem się, że sędzia miał w tym udział, ale ja mu to oddam.
- Należał do tego i ktoś trzeci jeszcze.
- Ktoś trzeci?
- Tak, pan Teodor Ordęga, który się kochał w twojej żonie i...
- Pan Teodor? on?
- Widywali się często, kiedyś był u wód. Myśmy go tam z sędzią popchnęli i łatwo żonę twoję zbałamucił.
- A ja o tym nie wiedziałem! - zawołał pan Mateusz.
- Samo z siebie! Myśmy go namówili, żeby ją wykradł, a w pół drogi powierzył ją mnie, sam dla niepoznaki wrócił nazad! Ja ją teraz ukryłem w pewnym miejscu - to i cała historia.
Mateusz milczał, a z gniewu szarpał na sobie odzienie i rzucał się na siedzeniu. W tej chwili ukazało się rzęsiste światło między drzewy przeglądające przez drobne szyby chaty budniczej
- To tu? - spytał niecierpliwie Mateusz.
- Tu! - rzekł Bałabanowicz.
Zbliżyli się po cichu i wysiedli, lecz eks - plenipotent stanął na progu i zaparł mu drogę.
- Proszę o papiery.
- Masz je, masz, puszczaj! - zawołał popychając go Mateusz i papiery rzucił, a sam wpadł do sieni.
Bałabanowicz schował papiery, zapiął prędko suknię i schwycił za klamkę. Otworzył nagle drzwi, przez które buchnęło światło i ciepłe powietrze, i z piekielnym śmiechem krzyknął w uszy panu Mateuszowi:
- Oto twoja żona!
Pan Mateusz stał w progu osłupiały, bo w izbie chaty widać było na tapczanie zakrytym całunem ciało Anny uwinięte w bieliznę; przy nim paliły się świece, a mężczyzna jakiś klęczał i modlił się płacząc.
Był to pan Teodor Ordęga. - Anna umarła w drodze.
XIX
SŁÓWKO JESZCZE
Kiedy w kilka dni potem spuszczono ciało biednej Anny do mogiły, modlili się za nią obcy tylko, płakali, jej nieznajomi, a ksiądz, który kilką słowami wspomniał ją u grobu, chwalił męża wysoko, że suto jej pogrzeb zapłacił, chwalił ciotkę, że ją tak zacnemu oddała obywatelowi, chwalił i chwalił wszystko, nawet szczęście, któremu tak wcześnie wydartą została! Był jednak obcy, co tego słuchał, i kiedy zasypano trumnę, odezwał się odchodząc powoli:
- Mój Boże! wartoż się było rodzić!
Omelno. Wrzesień 1839.