Kaśka Kariatyda

Interesująca książka w sam raz na wakacje!

miętną. Kto wie, jaki ogień kryje się w tych przygasłych źrenicach. On się boi, może to zerwanie byłoby nadto kompromitującym, jeśli w nim źródło weźmie. Lepiej niech Julia da jaki powód, zrobi mu scenę - choćby scenę zazdrości. Już wtedy poradzi sobie z pewnością. Kaśka przecież pragnie odejść i wyrywa się niemal z gniewem.

- Nie bądź głupia i dzika - tłumaczy jej mężczyzna - jesteś wcale przystojna, podobasz mi się, nie pożałujesz; zobaczysz:

Ale Kaśka nie słucha. Ona pragnie odejść czym prędzej, bo ogarnia ją dziwny wstręt do tego człowieka, którego ręka przytrzymuje ją silnie na miejscu.

- Puść mnie pan, puść! - odzywa się nareszcie silnym głosem - puść, bo wszystko powiem pani!

I niezwykła energia brzmi w głosie dziewczyny. Ona, zwykle tak nieśmiała wobec ludzi zajmujących wyższe stanowisko społeczne, podnosi oczy i z wyrazem niewysłowionej pogardy spogląda w twarz mężczyzny.

W żółtym świetle latarni spotykają się ich źrenice; jego - pociągnięte mgłą nagle zbudzonej żądzy, jej - czyste, prawdziwie dziewicze. Chwilę patrzą i Kaśka pierwsza odwraca głowę. Jakaś dziwna trwoga przejmuje jej całą istotę. Dawno już, będąc dzieckiem, widziała rycinę przedstawiającą jakąś poczwarę - pół kozła, pół człowieka. Rycinę tę znalazła na śmietniku i długo zachowywała ją przypatrując się codziennie kilka razy.

Teraz przypomina sobie, że ta poczwara miała twarz bardzo podobną do mężczyzny, który stoi przed nią. Kaśka boi się takich złych twarzy, jest przekonana, że one nieszczęście za sobą noszą, a należą tylko do najgorszych ludzi.

Dlatego się przeraziła i teraz stoi cała drżąca, cisnąć wolną ręką gwałtownie bijące serce.

On, rozgniewany oporem dziewczyny, a zwłaszcza jej groźbą, puszcza ją nagle, rzuciwszy na uciekającą niezbyt grzecznie:

- Idź sobie do diabła!

Kaśka woli iść do samego diabła, jak rozmawiać dłużej z takim „niegodliwym panem". Pierwszy raz w życiu nienawidzi kogoś. Mój Boże, pani taka piękna, taka grzeczna, taka wychowana, a ten pan się jeszcze jej biednej sługi czepia!

Dlaczego?

Kaśka tego zrozumieć nie może.

Wie tylko, że chce uciec jak najprędzej od nienawistnego sobie człowieka. Uszedłszy kilka kroków, potrąca jakąś dziewczynę, stojącą niedaleko miejsca, na którym przed chwilą rozmawiała z kochankiem swej pani. Ponieważ powóz jeszcze nie ruszył, gdyż zawiedziony podwójnie w swych nadziejach, załatwia rachunek z woźnicą - smuga światła, bijąca z latarni, oświetla dostatecznie potrąconą przez Kaśkę kobietę.

Jest to Marynka, idąca z koneweczką po wodę do bliskiego wodociągu. Kto wie, może owa konewka to tylko pozór dla śledzenia Kaśki...

Ta ostatnia wszakże nie rozumuje i nie podejrzewa Marynki o zamiary podpatrywania jej czynności. Przechodzi mimo, cała zmieszana jeszcze dziwną przygodą i napaścią, jakiej doznała. Nie! ona tego nigdy swej pani nie opowie. Ta biedna, poczciwa pani zmartwiłaby się z pewnością. Mój Boże, przecież Jan jeszcze dla niej niczym nie jest i po prostu nie ma do niego żadnego prawa, a mimo to byłaby szczerze zgryziona, gdyby się dowiedziała, że inną dziewczynę zaczepiał. Nawet na tę myśl dostaje zawrotu głowy i o mało nie wpada pod koła nadjeżdżającej dorożki. Stanowczo - kocha się w nim! Ot, nowa bieda do jej utrapień. I po co jej było wdawać się w takie awantury? Teraz ani go z serca wygryźć, Wpił się głęboko, jak pijawka.

Kaśka tylko o nim ciągle myśli i chodzi po prostu jak bez głowy... Biednej dziewczynie, jak ona, nie do kochania. To zawsze prowadzi albo do płaczu, albo do grzechu.

I Kaśka zatrzymuje się na ulicy, czując w oczach łzy, które powoli zaczynają jej ściekać po policzkach. Owszem, niech się wypłacze, może jej lżej choć trochę będzie, bo teraz ma tyle smutku w gardle, że ją mało nie udusi.

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Książki pełnią bardzo ważną rolę w naszym życiu i niczym nie mozna ich zastąpić. Sprawiają, że się rozwijamy. Dążymy do tego by być coraz lepszymi. Powiększają naszą wiedzę dodatkowo rozwijając nasz mózg. Powiększają pamięć.