strzów. Nie tylko nie istnieje, dostępna dla Zachodu, prawdziwa i ścisła wiedza o okultyzmie, a nawet o astrologii, jedynej gałęzi okultyzmu, która w swych egzoterycznych teoriach posiada określone prawa i wyraźny system - ale nikt nie ma nawet najmniejszego pojęcia, czym jest prawdziwy okultyzm. Jedni ograniczają wiedzę starożytną do kabały i żydowskiego Zoharu, które każdy interpretuje po swojemu, wedle martwej litery rabinowych metod. Jedni uważają Swedenborga lub Jakuba Boehme za ostateczny wyraz najwyższej mądrości; a jeszcze inni widzą w mesmeryzmie i hipno-tyzmie wielką tajemnicę starożytnej magii. A wszyscy oni, gdy zaczynają wprowadzać teorię w praktykę, zbii-żają się szybko, z powodu swej ignorancji, ku czarnej magii. Szczęśliwi,ci, którym się uda tego uniknąć, gdyż nie mają żadnego sprawdzianu ani kryterium wediug którego mogliby fałszywe odróżniać od prawdziwego.
Pytanie: Czy mamy przez to rozumieć, że grupa wewnętrzna Towarzystwa Teozoficznego uważa, iż czerpie swe nauki od prawdziwych wtajemniczonych, mistrzów ezoterycznej mądrości?
Odpowiedź: Niebezpośrednio. Osobista obecność tych mistrzów nie jest konieczna. Wystarczy, jeśli przekazują nauki niektórym uczniom, którzy lata całe studiowali pod ich kierownictwem, a służeniu im poświęcali całe swe życie. Ci mogą tak otrzymaną wiedzę z kolei przekazywać innym, którzy nie mieli podobnej sposobności. Mała cząsteczka prawdziwej wiedzy więcej jest warta aniżeli mnóstwo nie przetrawionych, źle zrozumiałych uczonych wiadomości. Uncja złota jest więcej warta aniżeli tona piasku.
Pytanie: Ale jak można być pewnym, że ta uncja to złoto czyste, a nie podrobione?
Odpowiedź: Drzewo poznaje się po jego owocach, a system filozoficzny po jego rezultatach. Jeśli przeciwnicy nasi zdołają nam udowodnić, że jakiś badacz okultyzmu, samotny przez całe wieki, stał się świątobliwym mędrcem - jak Amoniusz Sakkas albo choćby Plotyn lub mistrzem teurgii jak Jamblich, lub też potrafi dokonywać tak przedziwnych wyczynów jak St. Germain (o czym się słyszy), nie mając żadnego mistrza i nie będąc ani medium, ani pełnym samoułudy psychicznym wrażliwcem lub szarlatanem - wówczas dopiero przyznamy, żeśmy się mylili. Ale do tego czasu teozofowie wolą postępować według udowodnionego, przyrodzonego prawa tradycji świętej nauki.
Istnieją mistycy, którzy poczynili wielkie odkrycia w chemii i fizyce, graniczące niemal z alchemią i okul-tyzmem. Inni zaś tylko dzięki swemu geniuszowi odkryli ponownie części, jeśli nawet nie całość, zaginionego alfabetu "języka misteriów" i dzięki temu są w stanie odczytywać właściwie hebrajskie pergaminy. Jeszcze inni, będąc jasnowidzami, mogli dojrzeć wspaniałe fragmenty ukrytych tajemnic przyrody. Ale wszyscy oni to specjaliści. Jeden jest teoretycznym odkrywcą; drugi hebrajczykiem, tj. ortodoksyjnym lub aekciarskim kaba-listą, a trzeci Swedenborgiem naszych czasów, zaprzeczającym wszystkiemu, co się nie mieści w jego specjalnej nauce lub religii. Ale żaden z nich nie może się poszczycić tym, iż przyczynił się do stworzenia jakiegoś dobra dla świata, a choćby tylko dla własnego narodu, a nawet dla siebie samego. Z wyjątkiem paru uzdrawia-czy, w rodzaju takich, których Królewskie Koiegium Lekarzy i Chirurgów nazywałoby szarlatanami, nikt z tych ludzi nie dopomógł swą nauką całej ludzkości, a choćby jakiejś grupie swych współziomków. Gdzież są ci Chaldejczycy starożytni, którzy dokonywali cudownych uzdrowień "nie czarami, lecz ziołami"? Gdzież znajdziemy dziś takiego Apoloniusza z Tyany, który uzdrawiał chorych i podnosił z martwych umarłych - pod każdym