wokacją, czyli wezwaniem, oraz zaklęciem. Mantra, czyli rytmicznie śpiewana formuła-modlitwa hinduizmu ma takie właśnie znaczenie, bo bramini uważają siebie za wyższych od zwykłych dewów, czyli "bogów". Modlitwa może być wezwaniem lub zaklęciem, tak błogosławiącym, jak i złorzeczącym lub przenikającym, jak w wypadku dwóch armii proszących jednocześnie o wzajemne wytępienie się. A ponieważ ludzie są przeważnie bardzo egoistyczni i modlą się tylko za siebie i dla siebie, prosząc o "chleb powszedni", zamiast nań zapracować, i błagają Boga, aby ich "nie wiódł na pokuszenie, ale wybawił od złego" (czyli tych tylko, którzy Mu to przypominają ), skutek jest taki, iż modlitwa, tak jak ją się dziś rozumie, jest podwójnie niebezpieczna, a nawet szkodliwa - niweczy w człowieku wiarę w siebie oraz rozwija w nim jeszcze bezwzględniejszy egoizm i większy egotyzm niż mu przyrodzony.
Powtarzam, iż my wierzymy w obcowanie (komunię) oraz jednoczesne, w pełnej harmonii, działanie z "Ojcem w ukryciu" w rzadkich chwilach ekstatycznej szczęśliwości, i w zjednoczenie duszy z wszechduchem, gdyż jest ona zawsze przyciągana ku swemu źródłu i osi żywota. Stan ten osiągnięty za życia nazywamy - sa-madhi, a po śmierci - nirwaną. Nie chcemy modlić się do istot ograniczonych w skoriczoności - bogów, świętych, aniołów itp., gdyż uważamy to za rodzaj bałwochwalstwa. A nie możemy modlić się do Absolutu, z przyczyn, które już wyłuszczyłam, dlatego też staramy się zastąpić zbędne i bezowocne modlitwy przez zacne, dobre i użyteczne czyny.
Pytanie: Chrześcijanie nazwaliby to pychą i bluźnier-stwem. Czy nie mieliby słuszności?
Odpowiedź: Nie. To oni właśnie wykazują szatańską pychę, gdy wierzą, że nieskończony Absolut -nawet gdyby istniała możliwość jakiegokolwiek stosunku pomiędzy nieograniczonym a uwarunkowanym - może zniżyć się, by słuchać każdej niemądrej, samolubnej, osobistej modlitwy. To oni faktycznie bluźnią, gdy mówią, że słowne modlitwy są potrzebne, by wskazać wszechwiedzącemu i wszechmocnemu Bogu, co ma robić! Jeśli rozumiecie ezoterycznie słowa Jezusa i Buddy, to przecież obaj powtarzają nasze rozumienie. Budda zaleca: "Nie proście o nic bogów, którzy sami są bezsilni; nie powtarzajcie modlitw, raczej działajcie, gdyż mrok się nie rozjaśni. Nie proście o nic milczenia, bowiem nie może ono przemówić ani usłyszeć". A Jezus mówi: "A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje (tj. Christosa), Ja to spełnię" {J 14, 14). Oczywiście te słowa, jeśli wzięte dosłownie, w ich zewnętrznej treści przeczą naszemu twierdzeniu, ale jeśli przyjmiemy ich ezoteryczny sens, znając w pełni znaczenie słowa "Chri-stós", które dla nas przedstawia wyższą jaźń człowieka
- atma-buddhi-manas - wówczas będzie oznaczać: jedynym Bogiem, którego mamy uznawać i do niego się modlić, a raczej działać w harmonii i pełnej zgodzie z nim, jest Duch Boży przebywający w świątyni naszego ciała, utajony w naszym sercu.
Modlitwa niweczy wiarÄ™ w siebie
Pytanie: Ale czyż sam Chrystus nie modlił się i nie zalecał modlitwy?
Odpowiedź: Tak mówią podania, ale ta modlitwa jest właśnie tym obcowaniem i jednoczeniem się z "Ojcem w ukryciu" serca, o której przed chwilą mówiłam. Inaczej
- jeśli utożsamiamy Jezusa z Bóstwem kosmicznym, byłoby coś nazbyt absurdalnie nielogicznego w nieuniknionym wniosku, iż on - "Bóg we własnej osobie"
- modlił się do siebie samego i oddzielał wolę swego Boga od własnej!