Światłości", a przez buddystów - nirwaną. A wszystkie te stany są ograniczone czasem, ale bynajmniej nie wieczne.
Pytanie: Ale w tym wszystkim nie ma mowy o reinkarnacji?
Odpowiedź: Dusza, która prosi o pozostanie tam, gdzie jest, musiała istnieć wpierw, nie mogła być przed chwilą i na tę chwilę stworzona. W Zoharze jest jednak
1 lepszy dowód; mówiąc o wcielających się ponownie jaźniach (duszach rozumnych) tych, których ostatnia osobowość ma się całkowicie rozproszyć, Zohar powiada: "Wszystkie dusze, które nie są w tym świecie bez winy, już się oddaliły w niebie od Najświętszego - błogosławione niech będzie imię Jego - i pchnęły siebie w przepaść odrębnego bytu i tym uprzedziły niejako czas, gdy będą miały ponownie zstąpić na ziemię".
"Najświętszy" oznacza tutaj ezoterycznie Atman lub atma-buddhi.
Pytanie: Wydaje mi się również bardzo dziwne, gdy się mówi o nirwanie jako o czym ś niemal jednoznacznym z Królestwem Niebieskim lub rajem, gdy według prawie wszystkich orientalistów nirwana jest synonimem unicestwienia.
Odpowiedź: Tylko biorąc dosłownie, i to w zastosowaniu do osobowości i zróżnicowanej materii; ale w żadnym innym znaczeniu. Wielu ojców kościoła w czasach pierwszego chrześcijaństwa przyjmowało reinkarnację i troistą budowę człowieka. Dopiero błędy tłumaczy Nowego Testamentu i starożytnych traktatów filozoficznych, którzy też błędnie utożsamiali ducha
2 duszą, stworzyły tyle nieporozumień. Jest to również jedna z wielu przyczyn, dla których Buddę, Plotyna i tylu innych wtajemniczonych oskarża się dziś o pragnienie całkowitego unicestwienia swej duszy; bo ich wyrażenia: "pogrążenie się w Bogu", lub "pochłonięcie przezeń", jak
i - "powrót i zjednoczenie z wszechduchem" oznaczają, w pojęciu współczesnych, unicestwienie. Osobowa dusza musi oczywiście rozpaść się na składowe cząstki, wpierw zanim może połączyć na zawsze swe wyższe czynniki z nieśmiertelnym duchem. Ale tłumacze zarówno Aktów, jak Listów, które tworzyły podstawy pojęć o Królestwie Niebieskim, jak i współcześni komentatorzy buddyjskich pism - Sutry o podstawach Królestwa Sprawiedliwości, poplątali i przekręcili znaczenie i sens słów, zarówno Chrystusa, jak i wielkiego reformatora Indii. Tłumacze chrześcijańscy odbarwili słowo psychi-kós tak dalece, iż żaden z czytelników nie może sobie wyobrazić, iż ma ono coś wspólnego z duszą; a przez to pomieszanie pojęć ducha i duszy czytelnicy Biblii mogą mieć tylko bardzo spaczone o nich pojęcie. Z drugiej znów strony interpretatorzy Buddy nie rozumieli celu i znaczenia czterech stopni buddyjskiej Dhyana.
Spytajcie pitagorejczyków, czy można owego ducha, który darzy życiem i nadaje ruch oraz uczestniczy w samej treści światłości, sprowadzić do nicości. "Czy może nawet ta czująca dusza zwierząt, która posiada pamięć
- jedną z wtadz rozumu - umrzeć i przestać istnieć?"
- zaznaczają okultyści. W filozofii buddyjskiej unicestwienie oznacza tylko rozproszenie się materii jakiejkolwiek formy, czy też jej pozoru, gdyż wszystko, co ma formę lub kształt, jest znikome, czasowe, a więc w istocie złudne. W wieczności bowiem nawet najdłuższe odcinki czasu są jak mgnienie oka. Tak samo i z formą. Zanim mamy czas zorientować się, że ją widzieliśmy, już znika na zawsze, jak krótki blask błyskawicy. Gdy istota duchowa oswobadza się na wieki od każdej cząsteczki materii, substancji lub formy i staje się z powrotem tchnieniem ducha, wówczas dopiero wstępuje w wieczystą
i niezmienną nirwanę, trwającą równie długo, jak trwa caiy cykl życia - a to zaiste równa się