Odpowiedź: Przeciwnie, mnie się wydaje bardzo łatwe, z chwilą gdy się zrozumie gtówne założenia, czyli to, że człowiek działa w tej lub innej sferze świadomości, zależnie od jego umysłowego i duchowego stanu. Ale materializm naszego wieku jest tak wielki, iż zdaje się, że im więcej wyjaśniamy, tym mniej ludzie rozumieją z tego, co im przedstawiamy. Podzielmy, jeśli chcecie, ziemską istotę, zwaną człowiekiem, na trzy główne składniki, a na mniej chyba się nie da, jeśli nie chcemy zeń uczynić zwykłego zwierzęcia.
Weźmy jego zewnętrzne widzialne ciało; następnie czynnik myślący w nim - który jest tylko nieco wyższy od instynktów zwierzęcia - czyli żywotną, świadomą duszę; a wreszcie to, co czyni go tak niepomiernie wyższym od zwierzęcia, a więc rozumną duszę lub "ducha". Jeśli weźmiemy te trzy grupy czynników lub wyraźnie odrębnych "istności" i podzielimy je wedle nauki okultystycznej, cóż otrzymamy?
Przede wszystkim duch {w znaczeniu Absolutu, a więc niepodzielnego wszechducha), czyli Atmana. A że w filozofii nie może być on ani umiejscowiony, ani ograniczony, będąc po prostu tym, co JEST w wieczności, a co nie może nie być obecne w geometrycznym czy matematycznym punkcie i najmniejszej drobinie materii czy substancji wszechświata, w istocie nie należy go wcale nazywać pierwiastkiem "ludzkim". Co najwyżej jest to, metafizycznie biorąc, ów punkt przestrzeni, który ludzka monada i jej przewodnik - człowiek - zajmuje na okres każdego żywota. A punkt ten jest wyobraźniowy, równie jak sam człowiek, który w rzeczywistości jest ułudą - "mają"; ale dla nas samych, jak i dla wszystkich osobowych jaźni, jesteśmy rzeczywistością, podczas tego przemijającego i złudnego okresu, zwanego życiem; toteż musimy brać siebie pod uwagę, w każdym razie w naszym własnym pojęciu, jeśli nie
w czyimś. Aby uczynić to zrozumialszym dla ludzkiego intelektu, gdy po raz pierwszy zbliża się do studiów okultystycznych, i dla wyjaśnienia choćby czegoś najelementarniejszego z tajemnicy, jaką jest człowiek, okultyzm nazywa ten najwyższy, siódmy czynnik - syntezą szóstego, i daje mu jako narzędzie lub przewodnik duszę duchową - buddhi. A buddhi ukrywa tajemnicę, której nie odsłania się przed nikim, z wyjątkiem nieodwołalnie i najuroczyściej zaprzysiężonych uczniów (czela), a w każdym razie ludzi, którym można bezwzględnie zaufać. Byłoby mniej pomieszania pojęć, gdyby to można wyjawić, ale że dotyczy to bezpośrednio umiejętności świadomego i własnowolnego rzutowania na zewnątrz (eksterioryzacji) swego eterycznego sobowtóra, a umiejętność ta mogłaby mieć fatalne skutki dla ludzi w ogóle, a dla człowieka posiadającego tę władzę w szczególności, jest więc otaczana tajemnicą. Ale powróćmy do składników człowieka. Więc buddhi, czyli dusza boska, jest niejako "naczyniem" i przewodnikiem ducha; oboje w swym połączeniu stanowią jedno, nieosobowe i nie posiadające żadnych przymiotów ani cech {w tej sferze oczywiście); i przedstawiają dwa duchowe "pierwiastki". Jeśli przejdziemy do duszy l u -dzkiej - manas lub mens, każdy przyzna, iż człowiek posiada przynajmniej dwa rodzaje inteligencji. Umysłowość człowieka wysokiej inteligencji nie może się stać ciasna i mała; a przepaść niemal oddziela człowieka o wielkiej, szerokiej i uduchowionej umysłowości od innego, o umysłowości tępej, ciasnej, materialistycz-nej, niemal zwierzęcej.
Pytanie: Ale czemuż by człowiek nie miał być reprezentowany przez dwa "pierwiastki", a raczej dwa czynniki, czy też postacie?
Odpowiedź: Każdy człowiek posiada w sobie te dwie odmiany inteligencji, zawsze jedna bardziej czynna ani-