Te stadia i ograniczone pomiędzy nimi antrakty pomagają do osiągnięcia rezultatu, lecz bynajmniej nie są przeszkodą. Bez nich boska jaźń nie mogłaby nigdy dosięgnąć swego ostatecznego celu. Dałam wam już raz znany przykład, porównując jaźń, czyli indywidualność, do aktora, a liczne jej wcielenia do ról odgrywanych na scenie. Czyż byście chcieli nazwać te role lub kostiumy aktora indywidualnością jego samego? Jaźń, podobnie jak aktor, musi — podczas cyklu, gdy konieczność ma nad nią władanie, a więc aż do progu paranirwany — grać różne role, z których niejedna może jej wcale nie przypaść do gustu. Ale jak pszczoła zbiera miód z każdego kwiatu, pozostawiając resztę na pożywienie robakom, tak samo poczyna sobie nasza duchowa indywidualność — czy ją nazwiemy jaźnią, czy Sutratmą. Zbierając i gromadząc z każdej ziemskiej osobowości, w którą Karma ją skierowuje, tylko nektar duchowych zalet i samoświadomości, łączy je wszystkie w jedno, aż wyłania się z tej chryzalidyjako pełen chwały Dhjan Czohan. Tym gorzej dla tych ziemskich osobowości, z których nie mogła zebrać żadnego plonu, te na pewno nie mogą trwać świadomie dłużej poza swym ziemskim istnieniem.
Pytanie: Wydaje się więc, iż nieśmiertelność jest wciąż dla ziemskiej osobowości warunkowa. Czyż więc nieśmiertelność sama w sobie nie jest faktem — niczym nie uwarunkowanym i od niczego niezależnym?
Odpowiedź: Bynajmniej nie. Ale nieśmiertelność nie może dotyczyć tego, co nie ma rzeczywistego istnienia; wszystko co trwa jako SAT lub wyłania się wprosi z SAT, jest w nieśmiertelności i wieczności swej absolutne. Materia jest odwrotnym biegunem ducha, a jednak oboje stanowią jedno. Treść, rdzeń tego wszystkiego, czyli duch, Energia i Materia, lub trójca w jedności, jest nieskończone, bez początku ni końca. Ale kształt i forma
przybierane przez tę troistą jedność, podczas jej wcieleń, jej zewnętrzność, jest z pewnością tylko ułudą naszych własnych pojęć. Dlatego to nazywamy nirwanę i wszechżycie jedyną rzeczywistością, życie ziemskie zaś, wraz z ziemską osobowością, a nawet jej istnieniem w Dewachanie, zaliczamy do dziedziny ułudy.
Pytanie: Lecz czemu w takim razie sami nazywacie sen rzeczywistością, jawę zaś złudzeniem?
Odpowiedź: Jest to po prostu porównanie, aby ułatwić zrozumienie tego przedmiotu, a z punktu ziemskich pojęć całkiem ścisłe.
Pytanie: Wciąż jeszcze nie rozumiem; jeśli życie pośmiertne jest rządzone sprawiedliwością i jest zasłużonym zadośćuczynieniem i zrównoważeniem naszych cierpień na ziemi, jakże się to dzieje z materialistami, z których wielu jest ludźmi naprawdę uczciwymi i pełnymi miłosierdzia, że z ich osobowości ma pozostać tyle, co z uwiędłego kwiatu?
Odpowiedź: Nikt tego nigdy nie powiedział. Żaden materialista, choćby był przekonany, że po śmierci nic nie zostaje z człowieka, nie może umrzeć na zawsze, w pełni swej duchowej indywidualności. Mówiliśmy natomiast, iż świadomość jego może częściowo lub całkowicie zniknąć, tak iż z osobowości jego nie pozostanie nic świadomego.
Pytanie: Ależ to się równa unicestwieniu!
Odpowiedź: Bynajmniej nie. Można przespać parę stacji w czasie długiej podróży pociągiem i nic z nich nie pamiętać, a jednak obudzić się na którejś i już świadomie przejeżdżać następne przystanki, póki nie dojedziemy do celu naszej podróży. Wspomniałam już o trzech rodzajach snu: głęboki, bez żadnych widzeń, chaotyczny, i tak żywy, iż dla śniącego jest całkowitą rzeczywistością. Jeśli wierzycie w to ostatnie, dlaczego nie możecie uwierzyć w poprzednie? Życie przyszłe będzie