takie, w jakie człowiek wierzył i jakiego oczekiwał. Człowiek, który nie spodziewa się żadnego życia, będzie miał zupełną próżnię, równającą się nicości, lub jeśli wolicie unicestwieniu; ale tylko na czas dzielący go od powrotu w ziemskie wcielenie. Odpowiada io planowi lub też programowi, o którym mówiliśmy, w tym wypadku stworzonemu przez samego materialistę. Ale istotnie, jak sami mówicie, materialiści są różni. Samolubny, zły, egoista, który nigdy się nie użalił nad niczyim losem, a znał tylko żałość nad sobą samym, który nigdy nikomu nie współczuł, a tym samym do swej niewiary dodawał absolutną obojętność w stosunku do całego świata, będzie zmuszony u progu śmierci pożegnać się na zawsze ze swą osobowością, gdyż ta, nie mając ani odrobiny współczucia dla świata wokoło, a więc niczego, co by mogło zaczepić się o Sutratmę, będzie musiała się rozpaść po ostatnim tchnieniu fizycznego organizmu, bo będzie ono nieuniknienie oznaczało zupełne przerwanie się łącznika pomiędzy osobowością a Sutratmą. A że Dewachan nie może dla takiego materialisty istnieć, Sutratmą powraca niemal niezwłocznie w nowe wcielenie na ziemi. Ale materialiści, którzy nie błądzili w niczym innym, poza swą bezwiarą w nieśmiertelność, prześpią tylko jedną stację, aż nadejdzie czas, gdy ów były materialista ujrzy sam siebie w wiec2ności, a wówczas może pożałuje, iż przespał choćby jedną stację i stracił choćby jeden dzień wieczystego żywota.
Pytanie: A jednak, czy nie byłoby ściślejsze powiedzenie, iż śmierć jest narodzeniem się ku nowemu życiu lub powrotem w wieczność?
Odpowiedź: Jeśli chcecie, można to i tak nazwać. Ale trzeba pamiętać, że narodziny narodzinom nie równe, że istnieją narodziny "poronione", a istoty tak zrodzone są jakby przegraną natury.
A poza tym w waszych zachodnich, zakrzepłych materialistycznych pojęciach słowa "przeżywanie", "bycie" nie dają się wcale zastosować do całkowicie subiektywnego istnienia po śmierci. A to dlatego, iż z wyjątkiem paru mało czytanych filozofów, którzy zresztą i sami mają zbyt mgliste pojęcia o tej kwestii, aby o nich jasno i wyraźnie pisać, wasze zachodnie idee o życiu i śmierci stały się tak ciasne, iż z jednej strony zrodziły skrajny materializm, a z drugiej doprowadziły do chyba jeszcze bardziej materialistycznego pojęcia o życiu pośmiertnym, któremu dali wyraz spirytualiści w swej koncepcji raju lub krainy wiecznej wiosny, gdzie dusze jedzą, piją, bawią się itp., czyli żyją życiem równie zmysłowym, jak w raju Mahometa, ale nawet od tego mniej filozoficznym. A zwykłe pojęcia przeciętnych, nie-oświeconych chrześcijan nie są wcale wyższe, a może nawet — jeśli to jest możliwe — jeszcze bardziej mate-rialistyczne. Wśród aniołów, miedzianych trąb i złotych harf, a także z wiedzą o istnieniu konkretnych, fizycznych ogni piekielnych, chrześcijańskie niebo zdaje się podobne do naiwnej pantomimy bożonarodzeniowej szopki.
Sądzę, iż dlatego tak wam trudno zrozumieć nasze nauki, że wychowaliście się wśród tych ciasnych pojęć. Filozofowie Wschodu porównywali życie duszy po śmierci fizycznego ciała do widzeń sennych, gdyż posiadają taką samą żywość obrazów jak niektóre sny, a jednocześnie są zupełnie pozbawione wszelkich dużych, ciężkich, przedmiotowych form ziemskiego życia.
Jasne terminy sÄ… konieczne
Pytanie: Czy nie sądzicie, że do pewnego zamętu lub pomieszania pojęć w naszych umysłach przyczynia się brak definitywnie określonych i przyjętych terminów