możemy wejść w takie słany świadomości, które z pięciu zmysłami nie mają nic wspólnego. My — jako dusze, w naszej głębi — nie jesteśmy wcale zdani biernie na łaskę losu, jeśli można tak powiedzieć, w tym oceanie materii; zachowujemy zupełnie wyraźnie nie tylko wspomnienia, ale i pewne prawa na owym brzegu, który chwilowo opuściliśmy, rzucając się w ten ocean. Toteż proces inkarnacji nie jest ściśle oddany, gdy mówimy o kolejnych, czy też następujących po sobie, okresach istnienia, w fizycznej, a potem w duchowej sferze; gdyż to wywołuje wrażenie, iż dusza jako organiczna istność opuszcza całkowicie jeden stan czy też sferę, przerzucając - się w drugi. O wiele ściślejszym określeniem tego procesu byłoby zapewne powiedzenie, iż wcielenia na ziemi są skutkiem własnego impulsu duszy. Sfera duchowa pozostaje nada! jej właściwą ojczyzną; dusza nigdy całkowicie jej nie opuszcza; a ta jej część, która nie może nigdy zejść w niższą, materialną sferę, a zawsze pozostaje w sferze ducha, może chyba z całą słusznością być nazywana — wyższą jaźniĄ'. Ta "wyższa jaźń", nazwijmy ją raczej "najwyższą", to Atman, który oczywiście nie może nigdy zstąpić w materię, jak mówi Sinnett. Dodamy, iż nawet nigdy i w żadnych okolicznościach nie może się stać "obiektywnym" przedmiotem, choćby dla najwyższego duchowego pojmowania; gdyż Atman lub najwyższy duch to w istocie Brahman nieoddzielny od Absolutu.
W godziny samadhi najwyższa duchowa świadomość wtajemniczonego lub świętego pogrąża się całkowicie w TO, Jedyne, we wszechtreść i rdzeń rzeczy wszelkiej, jakim jest Atman, a będąc jednią z całą istniejącą wszystkością, nic nie może istnieć poza Nim, czyli obiektywnie.
Niektórzy nasi teozofowie przywykli do używania terminów "Self i "ego" jako synonimów i do stosowania tego samego słowa tak do wyższej jaźni, jak do niższego "ja" człowieka, stąd wiele nieporozumień i pomieszania pojęć; słowo "Self" powinno być używane tylko wtedy,
gdy się mówi o jedynym wszechduchu. Gdy mówimy o manas, tj. "ciele przyczynowym", możemy je nazywać
— jeśli jest w połączeniu ze świetlistością buddhi — wyższą jaźnią (ego), ale nie wyższym duchem (Higher Self), gdyż nawet buddhi — "duchowa dusza" nie jest duchem najwyższym, a jest tylko jego naczyniem, czy też narzędziem. O innych duchach lub jaźniach nie należy mówić bez dodania określającego bliżej przymiotnika, jak "indywidualna", "osobowa" itp.
Więc w tym świetnym studium o "wyższej jaźni" termin ten jest użyty dla oznaczenia szóstego "pierwiastka", czyli buddhi (oczywiście w połączeniu z manas, gdyż bez tego zjednoczenia nie byłoby elementu myśli w duchowej duszy), dlatego też powstało nieco nieporozumień.
Twierdzenie, iż — "dziecko aż do siódmego roku nie posiada szóstego "pierwiastkaA — czyli nie jest istotą moralnie odpowiedzialną, stwarzającą karmiczne skutki"
— wskazuje jasno, co ten termin użyty przez Sinnetta oznacza. Autor więc zupełnie słusznie tłumaczy, iż gdy "wyższa jaźń", buddhi, ściślej jednoczy się z wewnętrznym człowiekiem i przenika swym wpływem aż w jego osobowość — co dzieje się tylko w wyższych, subtel-niejszych jednostkach — "ludzie posiadający zdolności «psychiczne» mogą od czasu do czasu pochwycić czy odczuć coś z tej «wyższej jaźni» swymi subtelniejszymi wewnętrznymi zmysłami". Ale równie usprawiedliwieni są ci, którzy go nie rozumieją, i termin "wyższa jaźń" rozumieją jako "powszechny boski pierwiastek". Gdyż jeśli czytamy, nie będąc przygotowani do takiego przesunięcia matafizycznych terminów, iż: "wyższa jaźń, przejawiając się całkowicie w sferze fizycznej... trwa nadal jako świadoma siebie duchowa indywidualność w odpowiedniej sferze bytu", jesteśmy skłonni rozumieć, że wyższa jaźń to w tym zdaniu — "at ma", a duchowa