i jedynego Boga żywego, jest tak słaby, iż pozwala złemu (lub «diabłu») szerzyć swój wpływ i mieć nad N i m, jak i nad Jego stworzeniem przewagę, już czy to gdy wciąż przebywa w niebie, już to gdy zszedł byt Sam na tę ziemię?" Odpowiecie mi zapewne, jak wpierw — "Jest to tajemnica, a nie wolno nam dociekać tajemnic bożych". Ale że nasza filozofia religijna tego nam nie wzbrania, odpowiem wam, że z wyjątkiem zstąpienia Boga jako Awatara, żadna boska moc nie może nie być ograniczona, skrępowana i obezwładniona przez ruchliwą i buntowniczą zwierzęcą materię. W tej sferze ułudy wielość i różnorodność będą zawsze miały przewagę nad jednością i jednorodnością; a im bliżej jakaś istność jest swego źródła, Pierwotnej Jednolitości — Prajedni
— tym jest jej trudniej wyrazić się i niejako wycisnąć swe piętno na ziemi. Duchowe, boskie moce drzemią w każdym człowieku; im szerszy będzie zasięg jego duchowego widzenia, tym potężniejszy jest Bóg w jego głębi. Ale że niewielu ludzi może odczuwać tego Boga i że zazwyczaj boskość jest w nas ograniczona i zacieśniona przez uprzednie myśli i koncepcje, przez owe pojęcia wpojone nam od dzieciństwa, dlatego też jest wam tak trudno zrozumieć naszą filozofię.
Pytanie: Czyż więc ta nasza wewnętrzna jaźń jest naszym Bogiem?
Odpowiedź: Nie. Bóg poszczególnego człowieka nie jest Bogiem świata, Bogiem wszystkości, jest tylko iskrą oceanu boskiego ognia. Bóg w głębi nas, nasz "Ojciec w skrytości", jest tym, co nazywamy Najwyższym Duchem — Atmanem. Nasza wielokrotnie wcielająca się duch-jaźri była Bogiem u swych prapoczątków, jak i wszystkie pierwotne wypromieniowania — emanacje
— Jedynego, Niepoznawalnego. Lecz od jej "upadku w materię" i konieczności wcieleń kolejnych przez cały cykl żywotów, od pierwszego do ostatniego, nie jest już
szczęśliwą, boską istnością, a ubogim pielgrzymem w drodze ku temu, co utracił. Mogę wam odpowiedzieć obszerniej, powtarzając, co się mówi o Człowieku Wewnętrznym w Odsłoniętej tzydzie
(tom II):
"Od najdawniejszych czasów ludzkość jako całość miała zawsze przeświadczenie, że w fizycznym człowieku, w jego głębi, przebywa duchowa istność. Owa wewnętrzna istność była mniej lub bardziej boska, zależnie od jej bliskości od szczytu. Im ściślejsze jest zjednoczenie istoty duchowej z fizyczną, tym pogodniejsze i szczęśliwsze przeznaczenie człowieka, a mniej niebezpieczne jego zewnętrzne warunki. Ta wiara nie jest ani przesadną nabożnością ani przesądem, jest ona raczej instynktownym i wciąż obecnym odczuwaniem bliskości innego, niewidzialnego duchowego świata, który choć jest podmiotowy, subiektywny dla zewnętrznych zmysłów człowieka, jest najdoskonalej obiektywnym d!a jego duchowej wewnętrznej istoty, jaźni. Następnie wierzono również, iż istnieją zewnętrzne i wewnętrzne warunki, które określają wpływ naszej woli na nasze czyny. Odrzucano fatalizm, gdyż oznacza on ślepy bieg wypadków pod wpływem jeszcze bardziej ślepej mocy; ale wierzono w przeznaczenie, lub Karmę, którą każdy człowiek wokół siebie stwarza i snuje od narodzin aż do śmierci, nić za nicią, wokół siebie, jak pająk swą sieć; a ów los, czy też Karma, zostaje pod kierunkiem Istności nazywanej przez niektórych Aniołem Stróżem, albo też naszą własną astralną istotą, która aż nazbyt często jest złym doradcą cielesnego człowieka, czyli osobowości. Oba te czynniki wywierają wpływ i przewodzą człowiekowi, ale jeden z nich musi przeważać; i od samego początku niewidzialnej walki surowe i nieubłagane prawo Wyrównania lub Zadośćuczynienia wchodzi w grę i poczyna działać, idąc ściśle za zmiennymi kolejami odbywającej się w człowieku walki. Gdy ostatnie pasma nici wplatają się w tkań, człowiek jest teraz szczelnie owinięty w sieć, którą sam uplótł i całkowicie podległy władzy tego, własnymi rękami zgotowanego, przeznaczenia. A ono albo go unieruchamia jak bezwolną skorupkę przytwierdzoną do skały, albo unosi jak piórko w wir, jego własnymi czynami wywołany".