cka, dopóki nie osiągnie ono wieku, gdy samo rnoże odpowiadać za swoje czyny. Pytanie: Czy tym dzieckiem jest nasza osobowość?
Odpowiedź: Tak jest. Toteż gdy mówi się, iż osobowość umiera wraz z ciałem, nie obejmuje to całej prawdy. Ciało fizyczne, które było tylko przedmiotowym, symbolicznym, że tak powiem, wyrazem pana A. czy pani B., rozprasza się i niknie, a z nim wszystkie materialne skandhy, które są jego widzialnym przejawem. Ale wszystko, co stanowiło za życia na ziemi duchowy splot doświadczeń i przeżyć — najszlachetniejsze pragnienia, nieprzemijające uczucia i cała nie samolubna, lecz bezinteresowna natura pana A. czy pani B. przylega niejako na czas Dewachanu do jaźni, która utożsamia się z tą wznioślejszą cząstką swej ziemskiej, a teraz zanikłej istoty. Aktor tak się jednoczy ze swoją tylko co odegraną rolą, iż myśli o niej i śni przez cały czas "nocy" Dewachanu, którego widzenia trwają, aż wybije godzina ponownego powrotu na scenę ziemskiego życia, by tam podjąć nową rolę.
Pytanie: Ale jak się to stało, że teoria ta, która, jak powiadacie, jest równie stara jak myśl człowieka, nie znalazła miejsca np. w teologii chrześcijańskiej?
Odpowiedź: Mylicie się, jest odwrotnie, tylko że teologia przeinaczyła tę teorię wprost nie do poznania, jak i wiele innych nauk. Teologia nazywa jaźń — aniołem, którego nam Bóg daje w chwili narodzin, aby strzegł naszej duszy, l zamiast czynić tego "anioła" odpowiedzialnym za wykroczenia biednej, bezbronnej "duszy", ona właśnie według teologicznej logiki, ponosi karę za wszelkie grzechy zarówno ciała, jak myśli! Dusza, owo lotne tchnienie Boga i Jego własny twór, ma być skazana, wedle jakiejś zdumiewającej intelektualnej perfidii, na konkretny fizyczny ogień piekielny, nie mogąc jednak nigdy doszczętnie spłonąć", "Anioł" zaś odlatuje bezkarnie, stulając swe białe nieskalane skrzydła, zwilżywszy je sentymentalną łezką. To mają być "nasze duchy opiekuńcze", "wysłańcy miłosierdzia", którzy są z nami, aby, jak mówi biskup Mant:
(...) czynić
dobro dziedzicom Zbawienia, Gdy grzeszymy one za nas boleją, a cieszą się, gdy żałujemy w skrusze.
A jednak jasne jest, iż jeśli wszyscy biskupi na całym świecie mieliby określić wyraźnie i raz na zawsze, co rozumieją pod mianem "dusza" i jakie są jej funkcje, stwierdziłoby się, iż są do tego równie niezdolni, jak nie są dziś zdolni do wykazania nam choć cienia logiki w swych ortodoksyjnych wierzeniach.
Ta sama nauka w Ewangelii św. Jana
Pytanie: Na to mogą odpowiedzieć prawowierni wyznawcy tego wierzenia, iż jeśli nawet ich ortodoksyjny dogmat grozi nie skruszonemu grzesznikowi i materialiście smutnym stanem w nazbyt może realistycznym piekle, daje im z drugiej strony możliwość żalu i skruchy do ostatniej chwili. Nie głosi też unicestwienia lub utraty osobowości, co właściwie oznacza to samo.
Odpowiedź: Jeśli Kościół nie podaje nic podobnego, to nie dowód, aby tego nie mówił Jezus, a to coś znaczy, przynajmniej dla tych, którzy wyżej stawiają Chrystusa aniżeli chrześcijaństwo.
Pytanie: Czyż Chrystus mówi gdziekolwiek o czymś podobnym?
' Będąc "podobnej azbestowi natury", jak to niedawno powiedział wyraziście a ogniście współczesny angielski Tertulian.