Odpowiedź: Sądzę, że tak. Wiem, że ja je mam. Mając za sobą przeszło 50 lat doświadczenia w tej dziedzinie i znając aż nazbyt dobrze te niewidzialne, ale całkiem uchwytne i niezaprzeczalne wpływy różnych "istności" — od świadomych elementali i półświa-domych "skorupek" aż do całkiem bezświadomych i nieokreślonych różnego rodzaju upiorów i widm — mam dostateczne i konkretne podstawy do żywienia tych przekonań.
Pytanie: Czy moglibyście mi dać jeden lub parę przykładów dowodzących, iż te praktyki są naprawdę niebezpieczne?
Odpowiedź: To by wymagało o wiele więcej czasu, aniżeli jestem w stanie wam w tej chwili poświęcić. Ale każdą rzecz należy sądzić po skutkach, jakie wywołuje. Przejrzyjcie pięćdziesięcioletnią historię spirytualizmu od czasu, gdy się pojawił w obecnym stuleciu w Ameryce do dziś dnia, i sami osądźcie, czy przyniósł swoim wyznawcom więcej szkody czy pożytku. Zechciejcie mnie zrozumieć. Bynajmniej nie występuję przeciwko prawdziwemu spirytualizmowi, a (ylko przeciw współczesnemu ruchowi o tej nazwie oraz jego tak zwanej filozofii, wymyślonej dla wyjaśnienia różnych fenomenów.
Pytanie: A sami w te zjawiska nie wierzycie?
Odpowiedź: Właśnie dlatego, że wierzę w nie, mając wszelkie do tego podstawy, i że wiem, iż są tak prawdziwe (z wyjątkiem rzadkich wypadków świadomego oszustwa) jak fakt, że żyję, dlatego cała moja istota powstaje przeciwko nim. A mówię tu znów tylko o fizycznych, a nie psychicznych lub myślowych fenomenach. Rzeczy pokrewne zawsze się przyciągają. Znam osobiście kilka osób dobrych i o dużej inteligencji, które przez całe lata miały bezpośrednie kierownictwo, a nawet opiekę "duchów", czy to niedawno uwolnionych z ciała, czy też
planetarnych. Ale te istoty nie mają nic wspólnego z takimi typami jak Kings czy Ernest, występującymi na seansach. Te istności kierują i pomagają ludziom tylko w rzadkich i wyjątkowych wypadkach, i tylko tym, do których przyciąga ich magnetyczny lub karmiczny indywidualny związek z przeszłością. Nie wystarczy usiąść na seansie i czekać na pojawienie się "ducha", aby je przyciągnąć. Takie bierne czekanie tylko otwiera drogę rzeszom różnych tworów, dobrych, złych czy też neutralnych, których niewolnikiem staje się medium na całe życie. Przeciw takiemu mediumizrnowi i bezsensownemu zadawaniu się z "upiorami" powstaję i podnoszę głos. Nie zwalczam oczywiście duchowego mistycyzmu, ten jest święty i uszlachetniający; lecz poprzednie praktyki są z tej samej kategorii co zjawiska sprzed dwustu lat, za które tyle czarownic i czarnoksiężników musiało wiele wycierpieć, Sięgnijcie proszę do książek Glanvila i innych autorów o czarownictwie, a znajdziecie tam zanotowane odpowiedniki większości, jeśli nie wszystkich, fizycznych fenomenów spirytualizmu XIX wieku.
Pytanie: Czy chcecie przez to powiedzieć, że jest to wszystko czarownictwem i niczym wi ęcej?
Odpowiedź: Chcę powiedzieć, że — czy to świadomie czy nieświadomie — te wszystkie kontakty z umarłymi to nekromancja i niezmiernie niebezpieczna praktyka. Jeszcze na długo przed Mojżeszem takie przywoływanie umarłych było uważane, przez wszystkie rozumne narody, za grzeszne i okrutne, gdyż zakłóca spokój dusz i przeszkadza ich ewolucyjnemu postępowi ku wyższym stanom, Mądrość zbiorowa wielu wieków powstawała przeciw tym praktykom. A wreszcie mówię, czego nie przestaję powtarzać od piętnastu lat w słowie i piśmie, że niektóre z tzw. duchów same nie wiedzą, co mówią, powtarzając tylko jak papugi to, co znajdują w myślach medium lub obecnych na seansie osób; są