i nowe pędy. O, jakaż różnica pomiędzy tymi uczuciami a ciszą i spokojem harmonii Hampstead! A jednak, my, którzy jesteśmy braćmi tych nieszczęśliwych, mamy prawo cieszyć się atmosferą Hampstead tylko o tyle, o ile nam to doda sił, by ratować Whitechappel". (Podpis osoby zbyt znanej, abym ją miała narażać na szyderstwa.) Pytanie: Jest to smutny, lecz jakże piękny list. Sądzę, że przedstawia z bolesną wyrazistością straszne działanie tego prawa, które nazwaliście kolektywną Karmą. Ale niestety nie ma żadnej bezpośredniej nadziei na ratunek, poza takim nagłym trzęsieniem ziemi lub inną żywiołową katastrofą.
Odpowiedź: Jakie prawo mamy tak myśleć, gdy jedna połowa ludzkości byłaby w stanie natychmiast zaradzić nędzy, w jakiej żyją jej współbracia? Gdy każda jednostka włoży do ogólnej skarbony dla dobra wszystkich datek, na jaki ją stać — w pieniądzach, pracy czy uszlachetniającej myśli, wtedy, ale dopiero wtedy zrównoważy się narodową Karmę, a do tego czasu nie mamy prawa ani podstawy uskarżać się, że jest więcej ludzi na ziemi aniżeli przyroda może utrzymać. Właśnie te bohaterskie dusze — służebnicy naszych narodów i ras — mają za zadanie znaleźć przyczyny tego nierównego ciśnienia karzącej Karmy i najwyższym wysiłkiem przemienić równowagę sił, i uratować ludzkość od moralnej katastrofy, tysiąc razy straszniejszej i na o wiele dłużej fatalnej w swych skutkach aniżeli podobny fizyczny kataklizm, w którym zdajecie się upatrywać jedyne wyjście z tej narastającej nędzy.
Pytanie: Powiedzcie mi więc, jak ogólnie opisujecie to prawo Karmy?
Odpowiedź: Określamy Karmę jako prawo Wyrównania, które wciąż dąży do przywrócenia zachwianej równowagi w fizycznym świecie, a naruszonej harmonii w świecie moralnym. Nie twierdzimy, iż Karma działa we
wszystkich wypadkach w taki, a nie inny sposób, ale że działa zawsze tak, aby harmonię przywrócić, a równowagę, na której opiera się całe istnienie wszechświata
— zachować.
Pytanie: Czy możecie mi dać przykład?
Odpowiedź: Za chwilę wam dam dość wszechstronny przykład. Wyobraźcie sobie staw; rzucony kamień porusza powierzchnię wody i wytwarza w niej kręgi, które rozchodzą się jak fale w jedną i drugą stronę, aż wreszcie, dzięki działaniu prawa, które fizycy nazywają prawem rozpraszania się energii, cichną i powierzchnia wody powraca do pierwotnego stanu spokoju. Podobnie każdy czyn, w każdej sferze, narusza zrównoważoną harmonię wszechświata. Wibracje tym sposobem stworzone poty rozchodzą się na wszystkie strony, w tył i w przód, jeśli powierzchnia ich zasięgu jest ograniczona
— aż powrócą do naruszonej równowagi. Ale że każde takie pierwotne jej przerwanie zaistniało w pewnym określonym punkcie, jasne jest, że harmonia i równowaga mogą być przywrócone dopiero wówczas, gdy wszystkie w ruch wprawione energie powrócą do tego samego punktu. Macie w tym oczywisty dowód, iż skutki czynów, myśli, uczuć człowieka muszą powrócić doń z tą samą siłą, z jaką je wprawił w ruch.
Pytanie: Nie widzę żadnego moralnego czynnika w tym prawie; wygląda mi to raczej na działanie zwykłego prawa fizyki, że akcja i reakcja są odwrotne i sobie
równe.
Odpowiedź: Nie dziwię się słysząc to z waszych ust. Weszło w zwyczaj i nałóg myślowy Europejczyków uważać — słusznie i niesłusznie — dobro i zło za sprawy arbitralnego kodeksu prawa, stworzonego przez ludzi, lub też narzuconego im przez osobowego Boga. Ale dla nas, teozofów, "dobro" i "harmonia", "zło" i "dysharmo-nia" są synonimami. Utrzymujemy również, że wszelki