na przykład ci szczerzy, ale chełpliwi szaleńcy misjonarze, którzy poświęcają swe życie w Chinach czy na wyspach Oceanu Spokojnego. Cóż tam zrobili dobrego? W jednym wypadku zwrócili się do ludzi, którzy nie są jeszcze gotowi do przyjęcia jakiejkolwiek prawdy; a w drugim — do narodu, którego systemy religijnej filozofii są równie wzniosłe i wspaniałe, jak każdej wielkiej religii, gdyby tylko ich wyznawcy żyli wedle nauk Konfucjusza czy innych swoich mędrców. A umarli albo jako ofiary nieodpowiedzialnych dzikich ludożerców, albo fanatyzmu i nienawiści ciemnej masy. A gdyby tak zwrócili się do Whitechappel lub podobnych dzielnic, gdzie w samym środku, pod jasnym słońcem naszej cywilizacji gniją chrześcijańskie dzikusy i umysłowi trędowaci, mogliby uczynić naprawdę wiele dobrego, zachowując własne życie dla lepszej i godniejszej sprawy.
Pytanie: Chrześcijanie myślą inaczej.
Odpowiedź: Oczywiście, gdyż kierują się błędnym pojęciem. Sądzą, iż udzielając chrztu ciału nieodpowiedzialnego dzikiego człowieka, zbawiają przez to samo jego duszę od potępienia. Jeden kościół zapomina swych męczenników, a drugi beatyfikuje ich i wznosi pomniki takim ludziom jak Labro, który poświęcił swe ciało przez 40 lat tylko dla dobra robactwa, które je oblegało. Gdybyśmy mieli środki, wznieślibyśmy pomnik dla ojca Damiana, dla tego prawdziwego świętego, człowieka czynu, i uwiecznilibyśmy jego pamięć po wsze czasy, jako żywego przykładu teozoficznego heroizmu, a także chrześcijańskiej i buddyjskiej miłości, miłosierdzia i samoofiary.
Pytanie: Czyż więc uważacie samoofiarę za obowiązek?
Odpowiedź: Tak jest. A tłumaczymy to wykazując, iż altruizm jest nieodłączną i niezbędną częścią naszego własnego rozwoju. Ale musimy mieć dostateczne rozpoznanie danego przypadku. Człowiek nie ma na przykład prawa zagłodzić się sam na śmierć, aby ktoś inny miał co jeść; chyba że życie tego człowieka jest bezsprzecznie i oczywiście cenniejsze dla całości, czy też dla wielu, aniżeli jego własne. Ale jest jego obowiązkiem poświęcić swą wygodę i pracować dla innych, jeśli ci nie mogą pracować sami. Jest jego obowiązkiem oddać wszystko, co jest bezspornie jego własnością i tylko jemu samemu może służyć, jeśliby to samolubnie zatrzymał. Teozofia uczy samozaparcia się, ale nie zachęca do pośpiesznych, nierozważnych i nieużytecznych poświęceń, ani też nie popiera nigdy fanatyzmu.
Pytanie: Jak mamy osiągnąć tak wysoki poziom?
Odpowiedź: Przez rozumne stosowanie naszych zasad w praktyce. Przez używanie swej wyższej inteligencji duchowej, intuicji i moralnego wewnętrznego zmysłu; idąc za tym, co nazywamy "cichym wewnętrznym głosem" naszego sumienia, który pochodzi od duchowej jaźni, a który przemawia w nas nieraz głośniej aniżeli trzęsienie ziemi i grzmoty Jehowy, w których "nie masz Pana".
Pytanie: Jeśli tak określacie nasz obowiązek względem całej ludzkości, to jak rozumiecie obowiązki wobec najbliższego naszego otoczenia?
Odpowiedź: Tak samo, plus te, które wynikają ze specjalnych związków rodzinnych.
Pytanie: Nie jest więc prawdą, co mówią, iż jak tylko człowiek wstąpi do Towarzystwa Teozoficznego, jego związki rodzinne poczynają się rozluźniać, a sam oddala się od żony, dzieci i rodzinnych obowiązków?
Odpowiedź: Jest to zupełnie bezpodstawny zarzut, jak zresztą wiele innych. Najpierwszym z teozoficznych obowiązków jest ten, który dotyczy wszystkich ludzi, a zwłaszcza tych, za których ponosimy specjalną odpowiedzialność, gdyż albo ją własnowolnie podjęliśmy, jak