wszystko sposobem najważniejszym — przykładem ich własnego życia.
Pytanie: Ale cała ta literatura, do której zdajecie się przywiązywać tak wielką wagę, nie sądzę, że w znaczeniu praktycznym może być bardzo pomocna ludzkości. Nie jest to wcale miłosierdzie praktyczne.
Odpowiedź: My sądzimy inaczej. Uważamy, iż dobra książka, dająca ludziom strawę myślową, wzmacniająca i rozjaśniająca ich myśli, ułatwiając zrozumienie prawd, które mogli niejasno przeczuwać, ale nie umieli ich sformułować — przynosi człowiekowi istotne i wyraźne dobro. A jeśli chodzi o to, co nazywacie "praktycznym miłosierdziem" — dla dobra fizycznych organizmów naszych braci robimy niedużo, tyle, na ile nas stać; ale jak już mówiłam, członkowie nasi są przeważnie ubodzy, a samo towarzystwo nie ma nawet na pensje dla paru swoich pracowników. Wszyscy, którzy dla niego pracujemy, robimy to bez żadnego wynagrodzenia, a jeśli możemy, wspieramy je również finansowo. A ci nieliczni, którym środki pozwalają na to, co się zwykle nazywa dobroczynnością, idą za buddyjskimi zasadami i robią to prywatnie, sami, a nie przez zastępców, ani też popierając publiczne dobroczynne stowarzyszenia. Głównym zadaniem teozofa jest całkowite zapomnienie o sobie, o swojej osobowości.
Czego teozof nie powinien robić?
Pytanie: Czy macie w towarzystwie jakieś zakazy, prawidła czy reguły czegoś zabraniające?
Odpowiedź: Mamy je, ale niestety żadne nie są stosowane. Wyrażają one ideały naszego zrzeszenia, ale praktyczne ich zastosowanie jesteśmy zmuszeni pozostawić rozpoznawaniu i decyzji samych członków. Na nieszczęście stan umysłów ludzi w tym stuleciu jest
taki, iż jeślibyśmy nie pozostawili tych reguł niejako w zawieszeniu, nikt by się nie odważył podjąć tego ryzyka i wstąpić do towarzystwa. To jest główna przyczyna, dla której czuję się zmuszona kłaść tak wielki nacisk na różnicę, jaka zachodzi pomiędzy prawdziwą teozofią a jej narzędziem — Towarzystwem Teozoficz-nym, które, choć jest pełne dobrych chęci i szczerych usiłowań, jest jeszcze zupełnie niedostatecznie godnym jej narzędziem.
Pytanie: Czy mogę wiedzieć, jakie to są te niebezpieczne rafy wśród otwartego morza teozofii?
Odpowiedź: Słusznie nazwaliście je rafami — podwodnymi skałami — bowiem niejeden, skądinąd szczery członek, o jak najlepszych intencjach, właśnie na nich roztrzaskał swą teozoficzną łódź. A przecież unikanie pewnych rzeczy wydaje mi się najłatwiejsze w świecie. Oto parę z tych punktów, które formułując, czego nie należy robić, zaznaczają wyraźnie obowiązki teozofa:
Żaden teozof nie powinien milczeć, gdy słyszy obmowy lub oszczerstwa skierowane przeciw towarzystwu lub przeciw osobom niewinnym, czy to członkom, jego kolegom, czy to ludziom z zewnątrz.
Pytanie: Ale przypuśćmy, że to, co słyszymy, jest prawdą, lub może być prawdą, choć o tym nie wiemy.
Odpowiedź: Wówczas musimy żądać potwierdzających dowodów oraz wysłuchać bez uprzedzeń obu stron, zanim pozwolimy, by oskarżenie rozeszło się po świecie bez obrony i zaprzeczenia. Nie mamy prawa wierzyć w cokolwiek złego o kimś, dopóki nie mamy niezaprzeczalnych dowodów, że jest to prawda.
Pytanie: A co mamy robić, jeśli one istnieją?
Odpowiedź: Litość i przebaczenie, cierpliwość i miłosierdzie muszą w nas być zawsze gotowe do wytłumaczenia i usprawiedliwienia naszych błądzących braci, do wydawania jak najłagodniejszych sądów o tych,