dowe (magistrackie czy gminne), szkoły średnie i szkoły publiczne. Przedstawiają one sobą szeroką skalę odmian, od prymitywnych handlówek do idealistycznych, klasycznych czy też humanistycznych szkół, o różnych kombinacjach i zastosowaniach. Szkoły handlowe praktycznie służą współczesnym celom i dążeniom; natomiast znaleźć można wpływ dawnych szacownych szkół klasycznych nawet w zakładach dla nauczycieli szkół samorządowych. Tu widzimy, jak materializm naukowy i gospodarczy wypiera dawny klasycyzm i zajmuje jego miejsce. Przyczyna owego stanu rzeczy jest jasna: celem wychowania jest dziś zdobywanie pieniędzy, tego ideału i celu XIX wieku. A energie mózgowe wyznawców takiego systemu wychowawczego skupiają się na tym jednym punkcie, więc stwarza się, pod pewnym względem, zorganizowaną armię wykształconej i inteligentnej mniejszości, wyćwiczonej i przysposobionej do ataku na ciemną, nieinteligentną większość, wyzyskiwaną i ciemiężoną przez swych silniejszych i bardziej sprytnych braci. Takie wychowanie jest nie tylko nieteo-zoficzne, jest wprost niechrześcijańskie. A skutek: zalew obszarów życia ekonomicznego przez bezwzględne i samolubne maszyny do wyrabiania pieniędzy, przez egoistów bez serca, ludzi zezwierzęconych, świetnie przygotowanych i zaprawionych do wykorzystywania swej przewagi i żerowania na swych słabszych i głupszych braciach.
Pytanie: Ale wszak chyba nie możecie tego powiedzieć o naszych wielkich szkołach publicznych?
Odpowiedź: Istotnie, nie da się tego całkowicie do nich zastosować. Ale choć formy są różne, duch ożywiający je jest jednak ten sam, nieteozoficzny i niechrześcijański, niezależnie od tego, czy Eaton i Harrow kształtują przyszłych naukowców, pastorów czy teologów.
Pytanie: Chyba nie nazwalibyście Eaton lub Harrow "kupieckimi?"
Odpowiedź: Nie. Oczywiście, system klasyczny jest przede wszystkim "szacowny". W obecnych czasach czyni istotnie trochę dobrego, i wciąż jest jeszcze faworyzowany przez nasze wielkie szkoły publiczne, gdzie nie tylko daje się wykształcenie, ale i wychowanie towarzyskie. Toteż ważne jest dla tępych chłopców z bogatych i arystokratycznych rodzin, aby się tam zetknąć z inną młodzieżą, zarówno "wysoko urodzonych", jak i zamożnych klas. Na nieszczęście współzawodnictwo jest ogromne i dostać się tam jest trudno, gdyż bogatych jest coraz więcej, a biedni, ale zdolni chłopcy starają się dostać z pomocą stypendiów zarówno do tych szkół, jak i później na uniwersytety.
Pytanie: Według tego ujęcia, bogaci durnie muszą tam pracować nawet więcej aniżeli ich biedniejsi koledzy?
Odpowiedź: Tak jest. Ale jakkolwiek może się to wydać dziwne, wyznawcy "utrzymania się najzdolniejszych" wcale nie idą za tymi przekonaniami, sami bowiem z największym wysiłkiem starają się, by głupi i z natury ograniczeni chłopcy wyparli zdolnych i rzutkich. Rodzice kuszą dużym wynagrodzeniem najlepszych nauczycieli jako korepetytorów, by wkuli mechanicznie ich tępym latoroślom do głów to, co trzeba, a potem pchają ich na posady, na których są zupełnie nieużyteczni.
Pytanie: A czemu przypisujecie to wszystko?
Odpowiedź: Winien jest temu zgubny system, który masowo produkuje "towar" wedle zapotrzebowania rynku, en masse, bez żadnych względów na wrodzone zdolności i zamiłowania młodych. Biedny, młodziutki kandydat dostaje się do tego raju postępowego nauczania niemal wprost z przedszkola czy szkoły przygotowawczej. Wstępuje do szkoły dla synów arystokracji,