zupełnie niedostępni — wstępują gremialnie do towarzystwa. A jednak, pomimo tej ogólnej, niejako "klasowej", nienawiści, towarzystwo liczy wśród swoich członków wielu duchownych, a nawet paru biskupów.
Pytanie: A co skłoniło Towarzystwo Badań Psychicznych do zwrócenia się przeciwko wam? Wszak oba zrzeszenia pracowały pod wielu względami w podobnych dziedzinach, a i paru ich członków należało do was?
Odpowiedź: Na początku byliśmy w wielkiej przyjaźni z kierownikami TBP; gdy miesięcznik "Christian College" opublikował ostry atak na tzw. fenomeny, poparty domniemanymi rewelacjami służącej, to TBP u-znafo, że się skompromitowało, drukując w swoich pismach za dużo przykładów zjawisk, które miały miejsce w związku z Towarzystwem Teozoficznym. Uważają się oni za autorytatywne i ściśle naukowe stowarzyszenie, jest to wprost ich ambicja. Stanęli więc wobec alternatywy — albo zachować w opinii tę pozycję przez zupełne wyrzeczenie się i zdyskredytowanie nas, a nawet starania, by zniszczyć TT, albo też tę opinię utracić i zostać, w oczach saduceuszów "wielkiego świata", grand mon-de'u, takimi samymi łatwowiernymi "naiwniakami" jak teozofowie i spirytyści. Nie mieli innego wyjścia ani trzeciej drogi do wyboru, więc wybrali odrzucenie nas. Była to dla nich konieczność. Ale tak trudno im było znaleźć choćby pozornie wiarygodne umotywowanie pobudek pracy założycieli, ofiarnej i nieustannej, bez żadnego materialnego i osobistego zysku, że byli zmuszeni uciec się do zupełnie absurdalnej, bezsensownej i śmiesznej teorii, sławetnej gadki o "rosyjskim szpiclu", aby móc jakkolwiek wytłumaczyć naszą wytrwałość i siłę w pracy. Ale dawne powiedzenie: "Krew męczenników jest dobrym dla Kościoła posiewem" okazało się słuszne i w tym wypadku, gdyż po pierwszym wstrząsie, wywołanym tym atakiem, liczba naszych członków podwoiła się, a z czasem potroiła. Jednak coś ze złego wrażenia pozostało wśród ludzi. Francuski autor powiedział: "Ca-lomniez, calomniez ioujours et encore, ii en restera toujours quelque chose" (Rzucajcie oszczerstwa wciąż i wciąż, a zawsze coś z nich przecież zostanie). Oto dlaczego niesprawiedliwe uprzedzenia jeszcze istnieją, dlaczego wszystko, co jest związane z Towarzystwem Teozoficznym, a zwłaszcza jego założycielami, jest tak nieprawdziwe, przekręcane i zwykle oparte na złośliwych, nie sprawdzonych plotkach.
Pytanie: Ale wszak przez 14 lat istnienia Towarzystwa Teozoficznego mieliście chyba dość czasu i sposobności, by pokazać waszą pracę i całość towarzystwa we właściwym świetle?
Odpowiedź: Gdzie i kiedy dano nam taką sposobność? Najwybitniejsi nasi członkowie mieli po prostu wstręt do jakichkolwiek wystąpień, które by wyglądały na publiczne usprawiedliwianie się. Zawsze kroczyli zgodnie z zasadą: "Cóż nas obchodzi, co myślą ludzie i piszą gazety? Musimy żyć tak, aby wszelkim zarzutom zaprzeczyć". Towarzystwo było zbyt biedne, aby móc wysyłać członków na wykłady publiczne, więc przedstawianie naszych nauk i przekonań ograniczało się do paru teozoficznych książek, które wprawdzie miały powodzenie, ale też przez wielu były często źle rozumiane, a niejednokrotnie znane tylko z trzecich ust. Nasze czasopisma były, i jeszcze są, bojkotowane; a nasze dzieła literackie — ignorowane: tak iż do dziś dnia ludzie zdają się nie być całkiem pewni, czy teozofowie to nie jest przypadkiem rodzaj zaklinaczy węży czy czcicieli diabła albo też po prostu "ezoteryczni buddyści", dobrze nawet nie wiedząc, co ten termin oznacza. Bezużyteczne i nonsensowne byłoby ciągłe, dzień po dniu i rok po roku, zaprzeczanie wszelkim niestwo-