Pytanie: Ale słyszałem, iż znaczne sumy były ofiarowane pani Bławatskiej cztery lata temu. Mówiono, że 5000 funtów otrzymała od jakiegoś bogatego nowego członka, który pojechał do niej do Indii, a 10 000 funtów od innego bogatego i znanego Amerykanina, członka towarzystwa, który umarł w Europie cztery lata temu.
Odpowiedź: Powiedzcie tym, którzy wam to mówili, iż albo sami kłamią, albo powtarzają nieprawdę. Nigdy "pani Bławatska" nie prosiła i nie otrzymała grosza od tych dwóch wspomnianych przez was członków, ani też od nikogo innego, od samego założenia towarzystwa. Niech ktokolwiek z żyjących ludzi postara się znaleźć dowody dla tej pogłoski, a na pewno będzie mu łatwiej udowodnić, iż Bank Anglii zbankrutował, aniżeli wykazać, iż ów założyciel cokolwiek, kiedykolwiek zarobił na teozofii. Wiem, iż to oszczerstwo zostało ukute przez dwie wysoko urodzone panie, należące do arystokracji londyńskiej; niebawem to odkryto, zaprzeczono temu i udowodniono bezpodstawność zarzutów. Są to puste skorupy lub szkielety dwóch sfabrykowanych gadek, które powstają dziś z oceanu zapomnienia, gdzie się je utopiło, i wypływają na powierzchnię stojących, martwych wód, tej ludzkiej skłonności do szkalowania innych.
Pytanie: Mówiono mi również o dwóch znacznych zapisach na rzecz towarzystwa; jeden, 8000 funtów, został zostawiony przez jakiegoś ekscentrycznego Anglika, który nawet nie był członkiem; drugi, w wysokości 3000 czy 4000 funtów, był zapisany przez członka towarzystwa z Australii. Czy to prawda?
Odpowiedź: Słyszałam o pierwszym; wiem, że towarzystwo nigdy z tego zapisu nie skorzystało, pomijając to, czy był legalnie sporządzony, czy nie; oraz że założyciele nigdy nie byli o nim oficjalnie powiadomieni. Towarzystwo nie było wówczas zalegalizowane, więc
nie miało statusu prawnego, toteż urząd uchylił ten spadek jako nieważny i zwrócił go prawnym spadkobiercom. Tak nam powiedziano. Natomiast druga sprawa jest prawdziwa. Był to nasz członek, serdecznie oddany towarzystwu. Chciał, by ono dziedziczyło po nim wszystko, i wyraził to w swym testamencie. Jednak gdy prezes H. S. Olcott wniknął w całą sprawę i odkrył, że ów członek miał dzieci, które z jakichś rodzinnych przyczyn wydziedziczył, zwołał radę, aby rozpatrzyć całą sprawę, i postanowiono nie przyjąć daru i zwrócić go prawnym spadkobiercom. Towarzystwo Teozoficzne nie byłoby wierne sobie i swemu imieniu, gdyby miało korzystać z sum, które do kogo innego legalnie mogły należeć, w każdym razie według naszych zasad, jeśli nawet nie według zewnętrznego prawa.
Pytanie: Jeszcze jedno, tym razem informacja zaczerpnięta z waszego miesięcznika "Theosophist", gdzie w numerze ze stycznia 1888 dziękujecie któremuś z radżów Indii za hojny dar 25 000 rs. ofiarowany towarzystwu.
Odpowiedź: Tak, podziękowaliśmy w następujących słowach: "Zjazd wyraża swą wdzięczność Maharadży... za jego obiecany hojny dar 25 000 rs. na rzecz funduszu Tow. Teozoficznego". To podziękowanie zostało posłane, ale suma pozostała dotąd "obietnicą" i nie dotarła jeszcze do naszej siedziby.
Pytanie: Ale jeśli ów maharadża przyrzekł i otrzymał publiczne podziękowanie w druku, chyba nie może nie dotrzymać swej obietnicy?
Odpowiedź: Prawdopodobnie, choć od dania jej u-płynęło już 18 miesięcy; mówię o teraźniejszości, nie o przyszłości.
Pytanie: Jak więc macie zamiar nadal pracować? Odpowiedź: Dopóki Towarzystwo Teozoficzne posiada paru oddanych członków, którzy są gotowi praco-