Pytanie: Ale powiedzcie, proszę, poważnie, czy rzeczywiście wiek ich znacznie przewyższa zwykły wiek ludzi?
Odpowiedź: Co nazywacie "zwykłym wiekiem"? Pamiętam, iż czytałam kiedyś w piśmie "Lancet" o Meksy-kariczyku, który dożył 190 lat, ale nigdy nie słyszałam o żadnym człowieku, zwykłym czy też mistrzu, który by żył nawet połowę lat przypisywanych Matuzalemowi. Wiek niektórych mistrzów istotnie znacznie przekracza to, co byście nazwali "przeciętnym wiekiem ludzi", ale nie ma w tym nic z cudu, a niewielu z nich przywiązuje do tego jakąkolwiek wagę.
Pytanie: A co właściwie oznacza słowo "Mahatma", stosowane zwykle do nich?
Odpowiedź: Po prostu "wielka dusza" — wielka moralną wzniosłością i ogromnym rozumem. Jeśli miano "wielki" nadaje się żołnierzom pijakom, jak na przykład Aleksandrowi, dlaczegóż nie nazywać "wielkimi" tych, którzy mają o wiele większe zdobycze w poznaniu tajemnic i opanowaniu sił przyrody aniżeli Aleksander na polach bitew? Poza tym jest to bardzo starożytne hinduskie miano.
Pytanie: A dlaczego nazywacie ich "mistrzami"? Odpowiedź: Gdyż są naszymi nauczycielami; od nich to mamy wszystkie teozoficzne prawdy, jakkolwiek niektórzy z nas mogli je przedstawiać nieudolnie, a inni tak też rozumieć. Są to ludzie olbrzymiej wiedzy, których nazywamy "wtajemniczonymi", a świętość ich życia znacznie przewyższa nawet ich wiedzę. Nie są oni, w zwykłym tego słowa znaczeniu, ascetami, choć pozostają z dala od zgiełku, gwaru i walk waszego zachodniego świata.
Pytanie: Ale czyż to nie egoizm tak się oddalać od świata?
Odpowiedź: Gdzież tu może być egoizm? Czyż los Towarzystwa Teozoficznego nie jest dostatecznym dowodem, iż świat nie jest ani przygotowany do ich poznania, ani do korzystania z ich nauk? Jakiż byłby pożytek, gdyby profesor Clerk Maxwell miał uczyć dzieci tabliczki mnożenia? Poza tym odosobniają się tylko na Zachodzie, w ich własnym kraju nie ma to miejsca.
Pytanie: Czy nie przypisujecie im nadprzyrodzonych mocy i władz?
Odpowiedź: Mówiłam wam już, iż nie wierzymy w nic nadprzyrodzonego. Gdyby Edison żył dwieście lat temu i odkrył wtedy swój fonograf, byłby zapewne wraz z nim spalony na stosie, a cała jego praca przypisana szatanowi. Moce, które rozwinęli i których w pełni używają, są to władze drzemiące w stanie ukrytym w każdym człowieku; nawet oficjalna nauka zaczyna dziś podejrzewać ich istnienie.
Pytanie: Czy prawdą jest, że posyłają oni bezpośrednie natchnienie niektórym z waszych teozoficznych autorów i że większość — jeśli nawet nie wszystkie — z waszych książek była napisana niemal pod ich dyktando?
Odpowiedź: Tak; istotnie niektóre części książek były dyktowane dosłownie, ale w większości wypadków posyłają tylko natchnienie, pozostawiając ujęcie i literacką formę autorom.
Pytanie: Ale już to samo jest niezwykłe; jest to naprawdę cud! Jak mogą tego dokonać?
Odpowiedź: Drogi panie, mylicie się bardzo, nauka sama niedługo rozproszy te mylne pojęcia. Dlaczego ma to być "cudem", jak powiedzieliście? Przez słowo "cud" rozumiemy coś, co jest nadnaturalne lub nadprzyrodzone, a tymczasem nie istnieje nic ponad i poza przyrodą i jej prawami. Pomiędzy wielu "cudami", które nauka musiała uznać, są zjawiska hipnotyzmu, a jednym z je-