by być bardzo bolesne, gdyby nie nauczyła się od dawna być doskonale obojętna na wszelkie podobne, niesłuszne zarzuty. Bo do czegóż się to w istocie sprowadza? Właściwie do ukrytego komplementu, którego ci głupcy — jej oskarżyciele — gdyby mniej byli zaślepieni przez nienawiść i zdawali sobie z tego sprawę, nie byliby zapewne nigdy wymówili. Bo powiedzenie, że to ona wymyśliła istnienie mistrzów, równa się przypuszczeniu, iż ona też wymyśliła każde twierdzenie filozofii, która ukazała się kiedykolwiek w teozoficznej literaturze, ona sama musiałaby być autorką listów, na podstawie których byt napisany Buddyzm ezoteryczny Sinnetta; ona też jedyną twórczynią Doktryny tajemnej, która, gdyby było dziś więcej bezstronnej sprawiedliwości w ocenach, byłaby uznana za książkę podającą więcej brakujących w nauce ogniw aniżeli jakakolwiek inna w naszym stuleciu, a co się odkryje dopiero w następnym. Przy tym mówiąc to o niej, przyznają jej o wiele większy spryt i mądrość, aniżeli posiada setki ludzi (a wielu z nich niezwykle rozumnych, niejeden człowiek nauki), którzy wierzą jej słowom — gdyż potrafiła ich tak przekonać i... nabrać! Jeśli ci "oskarżyciele" mają rację, więc musi ona być istotnie równa paru Mahatmom w jednej osobie, a może jeden w drugim, jak te chińskie pudełka wkładane jedno w drugie. A że wśród tzw. Listów Mahatmów są bardzo odrębne, różniące się od siebie znacznie stylem i charakterem; musiałaby istotnie być niezmiernie wszechstronna, jak to jej oskarżyciele zdają się przypuszczać, twierdząc, że sama była autorką wszystkich.
Pytanie: Tak, właśnie to twierdzą. Ale czyż nie jest dla niej niezmiernie ciężkie i przykre być tak publicznie oskarżaną, nazywaną "najwytrawniejszym oszustem naszego wieku, którego imię, jako takiego, powinno być
przekazane potomności", jak piszą w raporcie Towarzystwa Badań Psychicznych?
Odpowiedź: Byłoby to może przykre, gdyby w tym był choć cień prawdy albo gdyby pochodziło to od ludzi mniej uprzedzonych, zajadłych i materjalistycznych. Ale tak jak jest, zasługuje to tylko na traktowanie z pogardą, co też ona robi; a mistrzowie tylko się śmieją. Powtarzam: jest to dla niej największy komplement, jaki można było wymyślić.
Pytanie: Ale jej wrogowie utrzymują, że tego dowiedli. Odpowiedź: Ach, bardzo łatwo utrzymywać to, gdy się ukonstytuowało sąd, powołało świadków i prokuratora, jak to oni sami zrobili. Ale któż temu wierzy oprócz ich najbliższych uczniów, a naszych nieprzyjaciół?
Pytanie: Ale wszak posłali swego przedstawiciela do Indii w celu zbadania sprawy na miejscu?
Odpowiedź: Tak jest. Wszystkie ich ostateczne wnioski opierają się tylko na nie skontrolowanych twierdzeniach i nie sprawdzonych zarzutach tego młodego człowieka. Prawnik, który czytał jego raport, mówił moim przyjaciołom, iż w całej swej praktyce nie spotkał dokumentu tak "samoośmieszającego się i mówiącego za siebie swą własną głupotą". Jest on pełen przypuszczeń i hipotez, które się wzajemnie neutralizują i znoszą. Czyż może to być uważane za poważne oskarżenie?
Pytanie: Jednak zrobiło to dużo szkody towarzystwu. Dlaczegóż nie broniła się, nie wykazała swej niewinności, choćby przed sądem?
Odpowiedź: Przede wszystkim dlatego, że jako teo-zofka ma obowiązek ignorować osobiste ataki i obelgi. Następnie dlatego, że ani towarzystwo, ani pani Bła-watska nie mieli pieniędzy na wytaczanie sprawy przed sądem o oszczerstwo. A wreszcie — byłoby z ich strony zupełnie niewłaściwe odstąpić od swych zasad tylko dlatego, że zostali zaatakowani przez stado głupich,