starych angielskich baranów, którzy zostali wystawieni na pośmiewisko przez krotochwilne jagniątko australijskie.
Pytanie: Jest to wspaniały komplement. Ale czyż nie sądzicie, że byłoby dobrze dla sprawy teozofii, jeśliby zaprzeczyła autorytatywnie i raz na zawsze całej tej historii?
Odpowiedź: Być może. Ale czy przypuszczacie, że jakikolwiek sędzia lub zespół sędziowski uznaliby za możliwe istnienie psychicznych fenomenów, gdyby nawet byli pozbawieni wszelkich uprzedzeń?
A jeśli przypomnicie sobie, że już byli źle względem nas nastawieni przez straszaka owej sławetnej sprawy: "rosyjski szpieg" oraz przez zarzut ateizmu i niewierności (wobec chrześcijaństwa, przyp. tłum.), jak i wszelkie inne oszczerstwa krążące o nas. Chyba musicie zrozumieć, że takie nasze usiłowanie znalezienia sprawiedliwości w sądzie musiałoby być więcej niż bezowocne. Członkowie Towarzystwa Psychicznego wiedzieli o tym dobrze, więc wyzyskali, w brzydki i niski sposób, swoją silniejszą pozycję, aby wznieść się i uratować swą opinię naszym kosztem.
Pytanie: Towarzystwo Badań Psychicznych zaprzecza teraz całkowicie istnieniu mistrzów. Twierdzi, iż od początku do końca była to romantyczna historia wysnuta z wyobraźni pani Bławatskiej.
Odpowiedź: No cóż, mogła ona robić wiele rzeczy mniej mądrych i sprytnych aniżeli ta; w każdym razie nie mamy nic przeciwko takiej teorii. Powtarza teraz często, iż woli, aby ludzie nie wierzyli w istnienie mistrzów; twierdzi otwarcie, iż lepiej, aby ludzie naprawdę wierzyli, że jedyną ojczyzną Mahatmów jest jej własny mózg oraz głębia jej wewnętrznej świadomości, niż aby ich święte imiona i wielkie ideały były tak haniebnie profanowane, jak to się dzieje w tej chwili. Na początku protestowała
z oburzeniem przeciw wszelkim wątpliwościom co do ich istnienia, teraz nigdy nie odzywa się i nie dowodzi, jak i nie przeczy; niech ludzie myślą, co im się podoba.
Pytanie: Ale przecież ci mistrzowie w istocie istnieją?
Odpowiedź: My twierdzimy, że istnieją. Jednak to niewiele pomaga. Wielu ludzi, nawet członków lub byłych członków, mówi, iż nigdy nie mieli żadnego dowodu ich istnienia. Wówczas pani Bławatska odpowiada, iż jeśli ona ich wymyśliła, w takim razie stworzyła też cały system ich filozofii, jak i praktyczną wiedzę, jaką niektórzy już zdobyli; a jeśli tak, cóż za znaczenie ma kwestia: "istnieją czy nie istnieją", gdy ona sama jest tu i jej własne istnienie w każdym razie nie podlega żadnej wątpliwości i nie da się mu zaprzeczyć. Jeśli wiedza, którą — według niej — oni przekazali, jest przyjęta i uznana przez wielu ludzi o nieprzeciętnej inteligencji za wielką i dobrą ze swej istoty, po co tyle hałasu i gwałtu wokó) tej całej sprawy? Fakt, że jest ona oszustem, nie został nigdy udowodniony i zawsze pozostanie, s u b j u d i c e, tylko hipotezą; natomiast jest pewne i niezaprzeczalne, że wiedza, bez względu na to, przez kogo została stworzona, i filozofia, przedstawiana jako pochodząca od mistrzów, są najwspanialsze i najbardziej dobroczynne, jeśli je tylko odpowiednio zrozumieć. Więc owi oszczercy, powodowani najniższymi pobudkami — nienawiścią, zemstą, zranioną próżnością lub zawiedzioną ambicją i dumą — zdają się nie uświadamiać sobie, że składają największy hołd potędze umysłu pani Bławatskiej.
Niechże więc będzie, jak ci biedni szaleńcy tego chcą. Pani Bławatska nie ma nic przeciw temu, aby jej wrogowie przedstawiali ją jako "Mahatmę od stóp do głów" czy też rodzaj "adepta okultyzmu do trzeciej po-