tęgi". Jedynie jej niechęć wydawania się sobie samej wroną strojącą się w krasę pawich piór zmuszała ją dotąd do powtarzania nieustannie i niezmordowanie tego, co jest prawdą.
Pytanie: Ale jeśli towarzystwo ma tak mądrych kierowników, dlaczegóż tyle popełniono błędów?
Odpowiedź: Mistrzowie nie kierują towarzystwem, a nawet jego założycielami, nikt tego nigdy nie twierdził. Mistrzowie tylko czuwają nad nim i je ochraniają. Dowodzi tego fakt, iż żadne błędy nie zahamowały jego działalności, żaden wewnętrzny skandal ani zewnętrzny i złośliwy atak nie potrafiły go rozbić. Mistrzowie mają na względzie przyszłość o wiele bardziej niż teraźniejszość, a każdy błąd jest doświadczeniem, z którego rodzi się mądrość dla przyszłości. Wszak inny Mistrz, który dał pięć talentów słudze, nie powiedział mu, jak je ma podwoić, ani też uprzedził głupiego, nazbyt ostrożnego sługę, by nie zakopywał monety do ziemi. Każdy sam musi zdobywać mądrość, własnym doświadczeniem i własną zasługą. Kościoły chrześcijańskie, które uważają się za kierowane niemal przez wyższego Mistrza, bo samego Ducha Świętego, zawsze popełniały (i dotąd popełniają) nie tylko "pomyłki i błędy", ale i wiele krwawych zbrodni, przez całe wieki. A jednak nie przypuszczam, by ktoś z chrześcijan wyparł się dlatego wiary w tego Mistrza, choć jego istnienie jest bardziej hipotetyczne aniżeli Mahatmów, bowiem nikt nigdy nie widział Ducha Świętego, ani też stwierdził jego kierownictwa Kościołem; a historia Kościoła nieraz zdaje się zadawać kłam temu kierownictwu. Errare humanum est.
Ale wróćmy do naszego przedmiotu. Nadużywanie świętych imion i nazw
Pytanie: Więc to, co słyszałem, że wielu waszych teozoficznych pisarzy uważa, iż otrzymywali natchnienie od mistrzów, albo nawet że ich widzieli i z nimi rozmawiali, nie jest prawdą?
Odpowiedź: Może jest, a może nie jest prawdą. Jakże mogę to stwierdzić? Dowody mogą mieć tylko ci, którzy to mówią. Niektórzy, bardzo, bardzo nieliczni, albo wprost kłamali, albo byli pod wpływem zupełnej ułudy, gdy chwalili się takim natchnieniem; inni istotnie je otrzymywali od mistrzów. Należy sądzić każde drzewo po jego owocach, a wszystkich teozofów po ich czynach, a nie po słowach, mówionych czy pisanych; tak i wszystkie teozoficzne książki trzeba sądzić po ich treści, po ich własnej wartości, a nie według tego, czy autor mówi, że miał wyższe natchnienie, czy nie.
Pytanie: Ale czy nie stosuje się to również do pani Bławatskiej, np. do jej Doktryny tajemnej?
Odpowiedź: Owszem; mówi ona w swej przedmowie, że przedstawia naukę tak, jak ją otrzymała od mistrzów; ale wcale nie twierdzi, że to, co potem napisała, było pod ich natchnieniem. A inni, najlepsi nasi teozofowie, woleliby również, aby imiona mistrzów nie były wcale łączone z żadnymi naszymi książkami. Z małym wyjątkiem większość tych książek jest niedoskonała, a nieraz zawiera nawet punkty błędne i mylnie informujące. Wielka zaiste była profanacja imion dwóch mistrzów w ostatnich czasach. Niejedno medium twierdziło, że ich widziało. Niejedno stowarzyszenie oszustów, goniących za zyskiem i sensacją, głosi dziś, iż kierują nim mistrzowie, nawet o wiele wyżsi aniżeli nasi! Liczne i ciężkie są grzechy tych, którzy tak twierdzą — pod wpływem próżności, żądzy zysku lub zgoła nieodpowiedzialnego mediumizmu. Wielu ludzi zostało ograbionych